W północnej Anglii i Szkocji w ciągu doby spadło tyle deszczu, ile wynoszą średnie opady miesiąca. Po licznych lokalnych powodziach i podtopieniach rozpoczęło się tam wielkie sprzątanie. 

W piątek w 27 rejonach wystąpiły z brzegów małe rzeczki i strumienie, zmuszając władze do ewakuacji setek mieszkańców. W sumie ostrzeżenia o groźbie zalania wydano mieszkańcom 7 tysięcy domów w miasteczkach i wsiach północnej Anglii i Szkocji. Dalszych 11 tysięcy udało się zabezpieczyć workami z piaskiem i regulacją przepustów na rzekach.

Zamknięto kilka podmytych dróg – razem z samochodami, które uwięzły w szlamie. Zawieszono połączenia kolejowe między Anglią a Szkocją, ucierpiały szkoły i przedszkola, które trzeba było zamknąć, aby dokonać wymiany wykładzin. Sprzed jednego z pubów odpłynęły doniczki z krzewami i – co gorsza – beczki z piwem.

Najwyższy dobowy opad zanotowano w Cumbrii – prawie 9,5 centymetra deszczu w ciągu doby.

Minister do spraw środowiska, Caroline Spelman, zapowiedziała przyspieszenie inwestycji antypowodziowych, na które brytyjski rząd, mimo kryzysu, przeznacza 2 miliardy funtów w tej kadencji parlamentu.

Źródło: thesun.co.uk, wiadomosci.wp.pl