Na lodach Antarktydy nastał szczyt pory największych mrozów. Temperatura w najzimniejszych regionach kontynentu spada do minus 70 stopni. Muszą to znosić zimujący tam polarnicy.

Podczas trwającej obecnie nocy polarnej naukowcy ze stacji badawczych leżących w głębi kontynentu, muszą się zmagać z temperaturami o jakich wielu z nas nawet nie śniło.

W ostatnich dniach przy francusko-włoskiej bazie polarnej Concordia (Dome C), stale zamieszkanej, zanotowano minus 68 stopni.

Niewiele zimniej jest w pobliżu rosyjskiej bazy Wostok, położonej w najbardziej niedostępnym regionie kontynentu. Temperatura spada tam do minus 70 stopni.

Także przy stacji Amundsena-Scotta, znajdującej się zaledwie kilkadziesiąt metrów od bieguna południowego, termometr pokazuje 60 stopni mrozu.

We wszystkich tych miejscach pada lekko śnieg, ale przy porywistym wietrze zmienia się co jakiś czas w zawieję śnieżną.

Tegoroczny koniec czerwca i początek lipca zapisuje się jako ciepły. W wielu regionach kontynentu jest nawet o 10-20 stopni cieplej niż w ubiegłym roku.

Nie wszystkie regiony Antarktydy odczuwają skutki tak ekstremalnej pogody. Na wybrzeżu temperatura wynosi w najcieplejszej porze doby nawet około zera, ale potrafi spaść do minus 10 stopni. Taki mróz z pewnością jest znośny, ale wyprawa w głąb kontynentu w takich warunkach kosztowałaby życie.

Trzeba jeszcze dodać, że w najmroźniejsze noce polarne w ostatnich latach przy biegunowej stacji Amundsena-Scotta temperatura spadła do nawet minus 78 stopni.

Jeszcze zimniej było w rejonie rosyjskiego Wostoku, gdzie w 1983 roku zanotowano minus 89 stopni i taką właśnie temperaturę musieli znieść pracujący wówczas na stacji naukowcy, oczywiście odziani w najcieplejsze kombinezony, jakie tylko stworzyła nauka.

2 tygodnie temu miał miejsce szczyt nocy polarnej i teraz wraz z każdym kolejnym tygodniem temperatura powinna się powoli podnosić, jednak będzie to bardzo żmudny proces, trwający aż do przełomu grudnia i stycznia.

 

Źródło: twojapogoda.pl

Polecane: