Australijscy nurkowie natrafili na jedno z niewątpliwie najdziwniejszych stworzeń żyjących w oceanie.

W wodach Port Douglas w Australii miejscowi nurkowie zauważyli ogromną półprzezroczystą „tubę” o różowym połysku. Jej długość oszacowali na około trzy metry.

Połyskliwa kreatura nie jest jednym organizmem, a wieloma. Nazywa się je iskrzyłudami albo pyrosomidami, a składają się z tysięcy indywidualnych identycznych organizmów, tzw. zooidów. Każdy mierzy zaledwie kilka milimetrów.

Nazwa pyrosomida pochodzi z greki – od słów „ogień” (pyro) oraz „ciało” (soma). Co ciekawe – pyrosomidy należą do organizmów, które cechuje bioluminescencja, czyli możliwość wytwarzania światła. Utrzymuje się ono wyjątkowo długo oraz jest bardzo jasne.

Pyrosomidy często pulsują światłem wzdłuż całego cylindra. Kiedy jeden zacznie, wszystkie znajdujące się w sąsiedztwie to powtarzają.

Nie można go uszkodzić

Pyrosomidy mogą się „klonować”. Oznacza to, że każde obrażenie, które odniosą,  naprawi się. Każdy zooid jest hermafrodytą (czyli obojnakiem). Uważa się, że jeżeli dwie kolonie wpadną na siebie w oceanie, mogą się rozmnażać.

Największe z gigantycznych iskrzyłudów mogą mierzyć nawet 18 metrów i być tak szerokie, że w ich środku zmieściłby się cały człowiek.

Stworzenia te mają dużo więcej wspólnego z człowiekiem, niż mogłoby się wydawać. Posiadają rdzeń kręgowy, przez co klasyfikuje się je jako typ strunowców.

 

Źródło: iflscience.com, oceana.org, TVNMeteo

Polecane: