Cztery osoby zginęły, a jedna została ciężko ranna po potężnej burzy, która przeszła nad Rio de Janeiro w nocy ze środy na czwartek. Przez kilka godzin nie działało lotnisko, a ulicami płynęły potoki wody.

W czwartek tuż po północy czasu lokalnego nad brazylijskim Rio de Janeiro rozpętała się potężna burza. Trwała godzinę.

Władze miasta ogłosiły stan kryzysowy, który obowiązywał do godziny 5.30. To dlatego, że wystąpiły intensywne opady deszczu, w wyniku których powstawały powodzie błyskawiczne i osunięcia terenu.

Miesięczne opady w jedną godzinę

Nie żyją co najmniej trzy osoby, a jedna została poważnie ranna. Za pomocą systemu ostrzegania Alerta Rio przed burzami przestrzegano 76 osiedli.

Najmocniej padało na północy i na zachodzie miasta. W zaledwie jedną godzinę na stacji pomiarowej Barra/Riocentrum spadły 123,2 litry wody na metr kwadratowy, co odpowiada 119 procentom średniego miesięcznego opadu dla lutego w mieście. Na stacji Jacarepaguá porywy wiatru osiągnęły prędkość 69,4 kilometrów na godzinę.

Miasto sparaliżowane

Wiele dróg zostało zalanych, a w następstwie tego wyłączonych z ruchu. Na niektórych poziom wody przekraczał metr. Podtopiona została między innymi ulicą Maracanã Avenue w pobliżu słynnego stadionu piłkarskiego. Nie kursowało również metro.

Żywioł powalał drzewa, które naruszyły linie energetyczne. Kilka dzielnic zostało odciętych od prądu. Służby pracują nad usunięciem awarii.

Wystąpiły również utrudnienia w ruchu lotniczym. Lotnisko Tom Jobim/Galeão było zamknięte przez kilka godzin.