W Kraju Nadmorskim, na rosyjskim Dalekim Wschodzie, w ciągu 24 godzin zanotowano dwa ataki rekina na ludzi. W czwartek ranny został 16-letni chłopiec, a w środę poważnych obrażeń doznał 25-letni mężczyzna.

Do obu zdarzeń doszło w południowej części Zatoki Piotra Wielkiego, na Morzu Japońskim, w pobliżu granicy Rosji i Korei Północnej. Jest to jedno z najpopularniejszych miejsc wypoczynku w Kraju Nadmorskim.

Zaatakowany w czwartek chłopiec z rwanymi ranami biodra i uszkodzoną arterią został przetransportowany do szpitala we Władywostoku. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Stracił ręce

Znacznie mniej szczęścia miał mężczyzna, który ofiarą ataku rekina padł w środę: drapieżnik odgryzł mu obie ręce do łokci, a także pokiereszował klatkę piersiową i biodra. W stanie ciężkim przewieziono go do szpitala w miejscowości Słowianka. Również jego życiu nie zagraża już niebezpieczeństwo.

Mężczyzna został zaatakowany w odległości około 10-20 metrów od brzegu.

Zakaz kąpieli

Po incydentach Ministerstwo ds. Sytuacji Nadzwyczajnych wprowadziło zakaz kąpieli w tej części Zatoki Piotra Wielkiego. Turyści w pośpiechu wyjeżdżają z regionu.

Były to pierwsze w historii ataki rekina na ludzi w Kraju Nadmorskim. Specjaliści nie wykluczają, że dokonał ich jeden drapieżnik. Ekolodzy uważają, że mogą one być konsekwencją globalnych zmian klimatycznych.

– Zaryzykuję hipotezę, że jest to wynik ocieplenia. Wniosło ono korekty do dróg migracji morskich zwierząt i ryb, na które polują rekiny – oświadczyła Maria Woroncowa z Międzynarodowej Fundacji Obrony Zwierząt (IFAW).

Rekiny nie tak groźne 

Co ciekawe, śmiertelne ataki rekinów są bardzo rzadkie. Według bazy danych International Shark Attack File (ISAF) w 2010 roku było 115 takich przypadków, przy czym 79 z nich zostało zakwalifikowanych jako niesprowokowane (gdzie stroną atakującą jest rekin), a 36 jako sprowokowane (czyli wywołane przez człowieka, najczęściej przez drażnienie tych zwierząt).

W sumie w 2010 roku odnotowano 6 przypadków śmiertelnych niesprowokowanych ataków. A to tak znacznie więcej niż średnia w lat 2001-2010, która wynosi 4,3 ofiar rocznie.

 

Źródło: tvn24.pl

Polecane: