Uran, siódma planeta Układu Słonecznego odsłoniła swoją śmierdzącą tajemnicę. Po latach spekulacji i badań naukowcom udało się potwierdzić, że górne warstwy atmosfery planety zawierają duże ilości siarkowodoru, gazu który nadaje zgniłym jajom – i nie tylko im – ten charakterystyczny, wyjątkowo nieprzyjemny zapach. Międzynarodowy zespół astronomów opublikował doniesienia na ten temat w najnowszym numerze czasopisma „Nature Astronomy”.

Pionierskie wyniki są owocem nowatorskiego wykorzystania spektrometru NIFS (Near-Infrared Integral Field Spectrometer) zainstalowanego na 8-metrowym teleskopie Gemini North na Mauna Kea na Hawajach. Aparatura, obserwująca w podczerwieni promieniowanie słoneczne odbite od górnych warstw atmosfery Urana, pozwoliła wykazać bardzo słaby, ale jednoznaczny efekt.

Absorpcyjne linie widmowe, które chcieliśmy zaobserwować były bardzo słabe, na granicy detekcji, ale udało nam się jednoznacznie wykazać ich istnienie dzięki czułości NIFS i znakomitym warunkom, jakie panują nad obserwatorium na Mauna Kea – tłumaczy Patrick Irwin z University of Oxford. Praca jest wynikiem innowacyjnego podejścia do aparatury, której podstawowym zadaniem są badania promieniowania z otoczenia czarnych dziur w centrum odległych galaktyk – dodaje Chris Davis z United State’s National Science Foundation, która współfinansuje pracę teleskopów Gemini. Wykorzystanie NIFS do rozwiązania jednej z najstarszych zagadek naszego własnego Układu Słonecznego bardzo rozszerza zakres jego możliwych zastosowań – podkreśla.

Astronomowie długo debatowali o tym, czy w górnych warstwach atmosfery Urana dominuje siarkowodór, czy amoniak, brakowało im jednoznacznych dowodów. Dopiero odkrycie delikatnej linii pochłanianego przez siarkowodór promieniowania pozwoliło tajemnicę rozwiązać. Obecność siarkowodoru w zewnętrznych warstwach atmosfery Urana (prawdopodobnie też Neptuna) odróżnia te zewnętrzne planety gazowe od Jowisza i Saturna, w przypadku których zauważono głównie zestalony amoniak.

Te różnice wskazują na odmienne losy planet jednego i drugiego typu, różny proces ich powstawania i ewolucji. W dziejach naszego Układu Słonecznego proporcję azotu do siarki – i w związku z tym amoniaku do siarkowodoru – determinowała temperatura, w jakiej powstawały planety, związana z ich odległością od Słońca – dodaje Leigh Fletcher z University of Leicester. Ponieważ astronomowie mają powody, by przypuszczać, że gazowe olbrzymy tworzyły się w innym miejscu, niż krążą dzisiaj, badania składu ich atmosfer mogą pomóc lepiej zlokalizować ich początki. Astronomowie nie ukrywają, że dla człowieka, który pojawiłby się w rejonie Urana nieprzyjemny zapach nie byłby największym problemem. Gdyby jakiś nieszczęśnik wpadł w atmosferę Urana, napotkałby wyjątkowy smród – przyznaje Irwin. Dodaje jednak, że brak możliwości oddychania w składającej się głównie z wodoru, helu i metanu atmosferze oraz temperatura poniżej -200 stopni Celsjusza nie dałyby mu szansy, by mógł się tym naprawdę zmartwić.

 

 

 

Źródło: rmf24, PhysOrg