Na “czerwonej liście” znalazły się takie popularne gatunki, jak dorsz, halibut, łosoś, flądra czy tuńczyk. Według ekologów sieci handlowe nie powinny sprzedawać ryb, które są zagrożone wyginięciem.

Kilku popularnym gatunkom ryb, które często goszczą na naszych stołach, może grozić wyginięcie. Zbyt intensywne połowy doprowadziły do poważnego zmniejszenia ich populacji. Na “czerwonej liście Greenpeace” ryb zagrożonych znalazły się już: dorsz, halibut, karmazyn, krewetki tropikalne, łosoś atlantycki, miruna, morszczuk, rekin, ryby płaskie (np. flądra), tuńczyk i węgorz.

 

To wnioski z zaprezentowanego przez Greenpeace raportu “Oceany na sprzedaż”. Znalazł się w nim też ranking dziewięciu największych sieci handlowych działających w Polsce, które oceniono pod kątem strategii i pozyskiwania produktów rybnych.

Najwyższe noty otrzymały sieci Lidl i Kaufland. Ranking został przygotowany na podstawie zestawu pytań dotyczących m.in. pozyskiwania ryb. To już czwarta edycja – pierwszy taki raport ukazał się w 2008 r.

Greenpeace: zła polityka UE

Nie tylko polscy ekolodzy zwrócili uwagę na problem przełowienia. Do podobnych wniosków doszli brytyjscy naukowcy, którzy zbadali dokładnie populację dorszy w Morzu Północnym. Oszacowali, że żyje tam tylko około sto osobników starszych niż 13 lat. To zła sytuacja, bo te ryby im starsze, tym są bardziej płodne. Według badaczy należy zmniejszyć kwoty połowowe dorsza na przyszły rok o co najmniej jedną trzecią. 

Jak tłumaczyła Magdalena Figura, koordynatorka kampanii “Morze i oceany” Greenpeace, zbytnia eksploatacja zasobów morskich jest wynikiem polityki Unii Europejskiej. – Ostatnie 10 lat pokazało, że UE nie radzi sobie z wprowadzaniem odpowiedzialnych zasad, doprowadziło to do tego, że na Bałtyku z siedmiu oszacowanych stad ryb tylko dwa są w dobrym stanie – mówiła.

Jak zaznaczyła, obecnie trwają prace nad reformą Wspólnej Polityki Rybołóstwa po 2014 r. i od tych ustaleń zależy, czy uda się odbudować ławice ryb. Postulaty ekologów to m.in. stworzenie morskich obszarów ochronnych, zakazanie destrukcyjnych technik połowu czy dostosowania floty połowowej do zasobów.

Sprzedawać hodowlane zamiast dzikich

Przedstawicielka Greenpeace uważa, że w sytuacji, gdy dochodzi do przeławiania ryb, trzeba wymagać odpowiedzialności od sieci handlowych. Zamiast sprzedawać gatunki ryb zagrożonych wyginięciem, powinny one preferować ryby pochodzące z tzw. akwakultury, czyli ze sztucznych hodowli.

– Początki współpracy z detalistami były trudne, ponieważ rozmowa z dużymi sieciami na temat ochrony środowiska, ochrony zasobów wód i oceanów wydawała się im zupełnie niezrozumiała – powiedziała Figura.

Świadomość się zmienia, ale wolno

Według niej dopiero praca Greenpeace w wielu krajach doprowadziła do tego, że sieci handlowe zdały sobie sprawę, iż odbudowa stad i zrównoważone połowy mogą otworzyć im dostęp do najlepszych ryb. Jej zdaniem same sieci zauważyły, że z każdym rokiem ceny ryb rosną i coraz trudniej jest pozyskać dobry towar.

Handlowcy zaczynają zauważać potrzebę zmian, ale na razie zachodzą one bardzo powoli. – Świadomość handlu się zmienia i z roku na rok ranking pokazuje, że odpowiedzialne zasady są wdrażane przez coraz większą ilość detalistów – skomentowała Figurska.

Źródło: PAP, tm

Polecane: