Niewielki samolot rozbił się o dom mieszkalny w Winter Haven w amerykańskim stanie Floryda. W wypadku zginął 64-letni instruktor, a towarzyszący mu początkujący pilot odniósł niegroźne obrażenia.

Przebywającej w domu rodzinie nic poważnego się nie stało. Samolot spadł na budynek dziobem, przebijając się przed dach do jednej z sypialni.

Nastolatka, która znajdowała się w pokoju, została przyparta do ściany, odniosła drobne obrażenia. W chwili wypadku przed domem bawiły się dzieci.

Sprawę bada policja. Według wstępnych ustaleń tego dnia instruktor i jego uczeń mieli przećwiczyć symulację awarii silnika.