Atlantyckie wybrzeże Francji przeżywa prawdziwą inwazję biedronek. Nie zagrażają one zdrowiu człowieka, w przeciwieństwie do tygrysiego komara, który pojawił się w Prowansji.

Czerwone pancerzyki z czarnymi kropkami są wszędzie, na leżakach rozłożonych na tarasach, na obrusach restauracyjnych stołów, na plażach i na ulicach. Zdaniem naukowców, którzy zajmują się badaniem życia tych owadów, inwazja biedronek to wynik suszy, jaka panowała we Francji w kwietniu i maju, kiedy to temperatury przekraczały trzydzieści stopni. Upały i brak deszczu sprawiły, że pojawiły się ogromne ilości mszyc, które stanowią główne pożywienie biedronek. To spowodowało, że biedronki zaczęły się rozmnażać w ekspresowym tempie. Biedronka może dziennie zjeść do stu pięćdziesięciu mszyc.

Turyści i mieszkańcy nadmorskich miejscowości przyjmują tę czerwono-czarną inwazję ze stoickim spokojem, gdyż biedronka nie zagraża zdrowiu.

Tymczasem władze sanitarne w południowej Francji, w Rejonie Prowansji i Alp Śródziemnomorskich z niepokojem obserwują pojawienie się w dużych ilościach tygrysiego komara, groźnej odmiany tego owada, która roznosi choroby niebezpieczne dla życia człowieka. Tygrysi komar przywędrował do Francji z Azji w 2004 roku.

 

Źródło: wiadomosci.gazeta.pl

Polecane: