Hawajski wulkan Kilauea wypluwa w ostatnich tygodniach strumienie lawy. Po raz pierwszy od niemal roku dotarły one aż do oceanu. Zjawisko przyciąga zwiedzających, jednak naukowcy ostrzegają, że lepiej trzymać się od niego w bezpiecznej odległości.

 

Do erupcji leżącego na wyspie Hawai’i wulkanu Kilauea dochodzi regularnie od 1983 r., ale wypływy lawy docierające aż do Oceanu Spokojnego zdarzają się rzadko. Ostatni odnotowano w grudniu 2011 r. Według specjalistów z Hawajskiego Obserwatorium Wulkanów lawa wydobywała się z krateru Pu’u O’o przez dłuższy czas, spływając powoli ze zbocza.

Wzrost ciśnienia wypchnął lawę

Lawa dotarła do oceanu prawie dokładnie miesiąc po tym, jak we wnętrzu Kilauea wzrosło ciśnienie. To poskutkowało podniesieniem się jeziora lawy w gardzieli szczytowego krateru. 

– Lawa podnosiła się w październiku podczas procesu wzrostu ciśnienia i od tego czasu można obserwować jej niewielkie ruchy w górę i w dół – powiedział Jim Kauahikaua, naukowiec z obserwatorium. Wzrost ciśnienia zbiegł się również ze zwiększoną aktywnością krateru Pu’u O’o.

Lepiej oglądać z daleka

Strumienie lawy spływające do oceanu przyciągają zwiedzających. Naukowcy ostrzegają jednak, że chociaż to zjawisko kusi, żeby oglądać je z bliska, może się to okazać śmiertelnie niebezpieczne.

– Wejście na obszar wypływu lawy na odległość ćwierć mili zarówno w kierunku oceanu, jak i lądu, jest bardzo ryzykowne, bo może dojść do zapadnięcia się pokładów lawy – tłumaczył Kauahikaua, podkreślając, że dzieje się to bez żadnych sygnałów ostrzegawczych. Dodał, że niebezpieczna jest również gorąca para towarzysząca wyrzutom lawy.

Badacz przypominał, że w 2000 r. po jej wdychaniu zmarło dwoje ludzi, a w 1993 r. jedna osoba zginęła na skutek zapadnięcia się pokładu lawy.

 
Źródło: Reuters TV, ENEX, tm