Dane wszystkich obywateli zbierane przez indyjski urząd znalazły się w internecie. Zostały wystawione za 500 rupii czyli równowartość 30 zł. Indyjska policja wszczęła śledztwo, które ma wyjaśnić kto był źródłem wycieku i handlował danymi obywateli.

Dziennik The Tribune poinformował, że kupił w internecie dane wszystkich obywateli zarejestrowanych w indyjskim urzędzie zajmującym się ewidencją ludności. UIDAI obsługuje między innymi 12 znakowy odpowiednik polskiego numeru PESEL. Tak zwany Aadhaar to system biometryczny, który jest przypisany do 1,19 miliarda obywateli Indii. Na szczęście w rekordach, które wystawiono w internecie nie ma danych biometrycznych.

Indyjski rząd zbiera między innymi informacje biometryczne (fot. UIDAI)

UIDAI poza standardowymi informacjami o obywatelach zbiera dane takie jak odciski palców, czy zdjęcia tęczówek oczu. Indyjski Sąd Najwyższy ma rozstrzygnąć, czy wykorzystywanie danych z publicznych systemów do logowania do banków i serwisów firm telekomunikacyjnych nie narusza prawa obywateli do prywatności. Jak się okazuje, bardzo łatwo informacje zbierane przez państwowe urzędy mogą dostać się w niepowołane ręce.

Problem z zabezpieczeniem danych osobowych dostrzegła także Komisja Europejska i Parlament Europejski. W maju wchodzi w życie ogólne rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO). Firmy, w których dojdzie do wycieku danych będą musiały liczyć się z wielomilionowymi karami. W ubiegłym roku informowaliśmy o dużych kradzieży danych z wielu firm i serwisów internetowych. Część z nich pliki przechowywała na źle zabezpieczonych serwerach w chmurze.

 

 

 

Źródło: chip