Burze, które mają miejsce bezpośrednio nad dwoma z najbardziej zatłoczonych na świecie szlaków oceanicznych, są znacznie potężniejsze niż burze na obszarach, gdzie nie pływa tak wiele statków. Okazuje się, że błyskawice pojawiają się dwukrotnie częściej nad zatłoczonymi szlakami na Oceanie Indyjskim i Morzu Południowochińskim niż na przylegających do nich obszarach o podobnym klimacie.

Autorzy najnowszych badań twierdzą, że zwiększonej częstotliwości pojawiania się wyładowań atmosferycznych nie można wytłumaczyć pogodą. Ich zdaniem to emisje aerozoli ze statków zmieniają sposób formowania się chmur burzowych nad oceanami.

Najnowsze badania są pierwszymi, które pokazują, że spaliny ze statków mogą zmieniać intensywność burz. Naukowcy stwierdzają, że emitowane aerozole powodują, iż krople wody w atmosferze są mniejsze, przez co wyżej się unoszą. To prowadzi do pojawienia się większej liczby cząstek lodu i większej liczby wyładowań atmosferycznych.

Warto zauważyć, że mamy tutaj do czynienia z jednym z pierwszych dowodów, iż ludzie niemal ciągłe zmieniają sposób formowania się chmur. Dotychczas sądzono, że tego typu przypadki są nie mają cech ciągłości i dochodzi do nich na przykład po spowodowanych przez człowieka pożarach lasu. To jeden z najbardziej ewidentnych przykładów na to, jak ludzie zmieniają intensywność burz na Ziemi poprzez ciągłą emisję cząstek pochodzących ze spalania“, mówi Joel Thornton z University of Washington. Jest on głównym autorem badań, których wyniki ukazały się w piśmie Geophysical Research Letters.

Badania te, najprawdopodobniej w sposób jednoznaczny, dowodzą związku pomiędzy antropogeniczną emisją zanieczyszczeń – w tym przypadku pochodzących z silników diesla – a chmurami konwekcyjnymi, zauważa Daniel Rosenfeld z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, który nie brał udziału w badaniach.

Aerozole obecne w spalinach z silników działają jak jądra kondensacji. Formują się wokół nich chmury. Pływające po oceanach statki bez przerwy emitują zanieczyszczenia, a naukowcy mogą je wykorzystać do lepszego zrozumienia wpływu aerozoli na formowanie się chmur. Jest to o tyle kusząca perspektywa, że statki i ich emisję łatwo jest śledzić, ponadto odbywa się ona z dala od innych antropogenicznych źródeł emisji.

Podczas najnowszych badań Katrina Virst z NASA analizowała dane z World Wide Lightning Location Network i zauważyła niemal prostą linię szczególnego natężenia wyładować atmosferycznych, która przecinała Ocean Indyjski. Wraz ze współpracownikami rozpoczęła analizę emisji ze statków. Dane tego typu dostępne są w wyspecjalizowanej globalnej bazie danych emisji. Uczeni przyjrzeli się 1,5 miliardowi wyładowań atmosferycznych zarejestrowanych w latach 2005-2016 i zauważyli, że wzdłuż zatłoczonego szlaku ciągnącego się przez północ Oceanu Indyjskiego, cieśninę Malakka do Morza Południowochińskiego ma miejsce dwukrotnie więcej wyładowań niż w pobliskich regionach, gdzie ruch statków jest znacznie mniejszy. Gdy porównaliśmy mapy wyładowań z mapami ruchu statków, stało się jasne, że statki mają coś wspólnego z większą liczbą wyładowań – mówi Thornton.

Obecne w atmosferze molekuły wody potrzebują aerozoli, by móc się wokół nich gromadzić i tworzyć chmury. Gdy aerozoli jest mniej, mniej jest takich jąder kondensacji i krople wody w chmurach są większe. Gdy zaś aerozoli jest więcej, jak ma to miejsce tam, gdzie dochodzi do ich intensywnej emisji z silników statków, krople wody są mniejsze. Unoszą się wyżej, zamarzają i powstają warunki odpowiednie do pojawienia się wyładowania atmosferycznego. Chmury burzowe zyskują bowiem ładunki elektryczne wskutek zderzeń cząstek lodu.

To naprawdę ekscytujące badania. Nie widziałem wcześniej równie mocnego dowodu pokazującego, że emisje aerozoli mogą wpłynąć na chmury konwekcyjne i przyczynić się do zgromadzenia przez nie większego ładunku, mówi Steven Sherwood z Uniwersytetu Nowej Południowej Walii.

Polecane: