Wulkany Katla i Hekla na Islandii budzą się ze snu. W końcu XVIII wieku powtarzające się wybuchy wulkanów zniszczyły jedną czwartą wyspy, a chmura czarnego pyłu na kilka lat przesłoniła światło słoneczne.

Bardzo niepokojące wieści docierają do nas z Islandii, gdzie wulkanolodzy obserwują gwałtownie wzrastającą aktywność dwóch największych wulkanów Hekla i Katla.

Oba nie dawały o sobie znać o ponad 10 lat, a ich erupcje zawsze są bardzo silne. Rejon wulkanu Hekla od kilku dni jest nawiedzany przez trzęsienia ziemi, które się nasilają.

Naukowcy bardzo precyzyjnie mogą badań aktywność Hekli, ponieważ na jej stokach znajduje się obserwatorium wulkanologiczne.

Badacze informują, że komora magmowa pod wulkanem zaczyna się wypełniać. To oznacza, że erupcja może nastąpić w najbliższych dniach.

Hekla jest wulkanem eksplozywnym, czyli jego erupcje są bardzo gwałtowne, podobnie jak w przypadku włoskiego Wezuwiusza. Do atmosfery dostają się olbrzymie ilości popiołów i gazów, zaś po stokach wulkanu spływają potoki lawy.

Hekla ostatnio wybuchała w 2000 roku, zaś oznaki zbliżającej się erupcji widoczne były przez 2 lata. Hekla nie powodowała nigdy ofiar śmiertelnych, jednak miała poważny wpływ na rolnictwo, ponieważ gleba ulegała skażeniu przez gęste popioły. Wulkan położony jest na południu Islandii, około 110 kilometrów na wschód od Reykjawiku, stolicy kraju.

Jednak to nie Hekla, lecz wulkan Katla może się okazać najbardziej niebezpieczny. Od kilkunastu godzin obserwuje się potoki wody i lodu spływające z lodowca którym pokryte są stoki wulkanu. Mieszkańcy regionu przygotowują się do ewakuacji.

Na razie nie wiadomo czy to efekt wypływu lawy i unoszenia się nad kraterem popiołów. Naukowcy monitorują wulkan, aby uzyskać pewność.

Z historycznych zapisków wiemy, że na przestrzeni setek lat erupcje Katli poprzedzane były przez erupcje Eyjafjöll, który sparaliżował ruch lotniczy w Europie wiosną ubiegłego roku.

Islandczycy obawiają się i mają czego, ponieważ Katla to niebezpieczny wulkan, 10 razy większy od Eyjafjöll pod względem średnicy całkowitej i 3 razy większy pod względem średnicy krateru.

Od czasów pierwszego osadnictwa, a więc od 930 roku naliczono już kilkanaście jego erupcji, z czego każda powodowała spore spustoszenia, zwłaszcza w rybackich osadach położonych na południowych wybrzeżach Islandii.

O jego skutkach świadczą olbrzymie ilości materiału piroklastycznego znalezionego w skałach w Norwegii i Szkocji. Oznacza to, że erupcja Katli mogłaby spowodować jeszcze poważniejsze problemy w ruchu lotniczym w Europie, niż to miało miejsce podczas erupcji Eyjafjöll.

Tylko od kierunku wiatrów wiejących nad północnym Atlantykiem i północno-zachodnią Europą będzie zależeć to, czy popiół dotrze nad kontynent i spowoduje spustoszenia. Pewne jest, że potencjalną erupcję Katli najgorzej zniosłaby branża turystyczna.

W trwającej porze letniej poza granicami kraju byłoby uwięzionych kilkaset milionów Europejczyków, a w tym 400 tysięcy Polaków. Nie wiadomo w jaki sposób mieliby oni wrócić do domów, jeśli stanie ruch lotniczy.

Problem sięga też przewoźników, którzy zmuszeni będą zastanowić się nad tym, jak bardzo popiół wpływa na samoloty i czy latanie podczas jego obecności będzie niebezpieczne.

 

Źródło: twojapogoda.pl

Polecane: