W piątek na Islandii zginęli Polacy, którzy przygotowywali się do wjazdu na prom w porcie w Arskogssandur. Ich samochód z nieznanych przyczyn spadł do morza. Jak podaje lokalna telewizja RUV, nie jest to pierwszy taki wypadek na wyspie, a islandzkie porty od dawna wymagają sprawdzenia pod względem bezpieczeństwa.

Islandzka policja bada okoliczności śmierci polskiej rodziny w porcie w Arskogssandur w północnej części wyspy. Polacy przygotowywali się do wjazdu na prom, jednak ich samochód z nieznanych przyczyn spadł do morza. Małżeństwo i ich córkę wyciągnięto dopiero po godzinie, już nie żyli.

Jeden ze świadków wypadku powiedział telewizji, że samochód jechał z normalną prędkością, jednak w pewnym momencie bez powodu zahamował, przez co wypadł z pomostu i wpadł do morza.

Jak podaje islandzka telewizja RUV, nie jest to pierwszy taki wypadek.

Arskoogssandur na Islandii

W lutym 2016 w porcie w Ólafsvík zginął 88-letni kierowca. Jak wynika z raportu na ten temat przygotowanego przez komisję badania wypadków transportowych, w porcie nagromadziło się dużo śniegu, który utworzył swego rodzaju rampę. Mężczyzna podjechał powoli do portu i wpadł do morza.

W raporcie komisji wypadkowej w Ólafsvík zarekomendowano, aby rozważyć kwestie bezpieczeństwa i dodano, że administracja drogowa powinna zwiększyć wymagania w zakresie ochrony w portach.

Jak podaje RUV, dbanie o bezpieczeństwo w portach to zadanie władz lokalnych. Przewodniczący organizacji zajmującej się islandzkimi portami, Gísli Gíslason, poinformował, że podobne wypadki zdarzyły się kilka razy w ostatniej dekadzie w miastach takich jak: Stykkishólmur, Vestmannaeyjar, Reykjavík, Akranes, Ólafsvíkur i Árskógsandur. Uważa on, że konieczne jest sprawdzenie wymogów bezpieczeństwa i procedur w portach, gdzie jest duży ruch samochodowy. Dodał, że takie wypadki zdarzają się zbyt często.

Na pierwszym planie port w Arskogssandur, na horyzoncie wyspa, źródło: wikipedia

Wyciągnięci po godzinie

Polacy, którzy zginęli w piątek w porcie, od kilku lat mieszkali na wyspie Hrisey i próbowali dostać się na prom, by wrócić do domu.

Akcja ratunkowa – jak podaje RUV – była utrudniona z powodu złych warunków pogodowych. Oprócz tego na miejscu nie było specjalistycznego sprzętu. Służby wezwały płetwonurków i po około godzinie rodzina została wydobyta z samochodu. Wszyscy już nie żyli.

RUV pisze, że dno w tym miejscu znajduje się na głębokości około czterech metrów, a woda miała temperaturę około 3 stopni Celsjusza.

Miasto, w którym mieszkali Polacy, rozpoczęło zbiórkę pieniędzy dla rodziny zmarłych. Policja poinformowała, że bliscy poprosili, by nie podawać publicznie ich nazwiska.

 

Źródło: RUV, tvn24

Polecane: