Jedna osoba nie żyje, a 22 zostały ranne w wyniku dwóch wielkich eksplozji, do których doszło w fabryce kleju Mitsui Chemicals w Japonii. Wybuchy były tak silne, że uszkodziły ponad 400 pobliskich budynków. W fabryce znajdowało się ponad 3 tys. pojemników z radioaktywnymi substancjami, ale władze prefektury Yamaguchi uspokajają, że to nie one wybuchły i nie zostały też uszkodzone.

Pożar wybuchł w niedzielne popołudnie o 14:15. Strażacy gasili go ponad trzy godziny. W środku zginął jeden pracownik placówki, 11 innych zostało rannych, a kolejnych 11 mieszkańców okolicy przebywających wtedy na zewnątrz odniosło obrażenia z powodu zbitego szkła, które wyleciało we wszystkich oknach w fabryce.

Potężna fala. Setki zniszczonych domów

– Chcielibyśmy przeprosić za wybuch w fabryce oraz problemy, które to spowodowało – stwierdził jej menedżer, Shigeru Hara, ale sprawa na samych przeprosinach się nie zakończy. Policja już zapowiedziała, że rozpoczęła śledztwo pod kątem zaniechania procedur bezpieczeństwa, które doprowadziło do utraty i zagrożenia życia.

Siła eksplozji była tak wielka, że w promieniu około kilometra uszkodzonych zostało ponad 400 domów. W fabryce było składowanych około 3,4 tys. zbiorników z radioaktywnymi substancjami, które powstają jako efekt uboczny produkcji kleju, ale władze prefektury uspokajają, twierdząc że znajdowały się one w jednym z ocalałych budynków i nie stanowią zagrożenia dla zdrowia mieszkańców.

Zdaniem japońskich mediów, wybuchy nastąpiły z powodu problemów technicznych. Dzień wcześniej w fabryce wstrzymano produkcję. Rocznie produkuje się tam ponad 7 tys. ton kleju.

 

Źródło: mitsuichem.com, Reuters, Japan Times,  tvn24.pl