Rośnie bilans ofiar śmiertelnych silnych opadów deszczu, które przeszły w sobotę nad południowo-zachodnią Japonią. Lokalne media podają, że miejscami w zaledwie dwie godziny spadły 364 litry deszczu na metr kwadratowy powierzchni. Nadciągają kolejne ulewy.

Wciąż rośnie liczba ofiar powodzi i osuwisk, które powstały po sobotnich ulewach w południowo-zachodniej Japonii. Jak podał w środę CNN, powołując się na sekretarza gabinetu Yoshihide Sugę, zginęło 199 osób, a 9 innych uznaje się za zaginione.

W akcje poszukiwawcze i ratunkowe zaangażowano 75 tysięcy osób.

Sytuację pogorszą kolejne burze

Suga ostrzegł, że nad region nadciągają kolejne burze z ulewami, które mogą wywołać kolejne osuwiska.

W środę minister Japonii Shinzo Abe odwiedził prefekturę Okayama, jeden z regionów, w którym obserwuje się największe zniszczenia.

Japońska publiczna sieć telewizja NHK poinformowała, że w mieście Uwajama w niedzielę rano, w zaledwie dwie godziny spadło aż 364 litry deszczu na metr kwadratowy powierzchni. To półtora raza więcej, niż średnia suma opadów w lipcu. W mieście Sukomo (prefektura Kochi) również w dwie godziny spadło 263 l/mkw.

– Jest to ekstremalnie niebezpieczna sytuacja – powiedział podczas konferencji prasowej przedstawiciel Japońskiej Agencji Meteorologicznej (JMA).

Jeszcze we wtorek bez dostępu do wody pozostawało około 200 tysięcy osób.

Premier zostanie z rodakami

Shinzo Abe odwołał wyjazd do Europy na szczyt Unia Europejska – Japonia. W poniedziałek Komisja Europejska poinformowała, że planowane na środę spotkanie odbędzie się 17 lipca w Tokio, zamiast w Brukseli.

Poza Belgią Abe miał odwiedzić również Francję oraz kraje Bliskiego Wschodu. Podczas szczytu z przywódcami krajów Unii Europejskiej miał zostać podpisany układ o wolnym handlu, negocjowany od kilku lat.

Ponad sześć milionów ewakuowanych

Polecenia ewakuacji wydano prawie dwóm milionom ludzi, a około czterem milionom ją zalecono.

Jak poinformowała rządowa Agencja Zarządzania Kryzysowego, w poszukiwaniach ludzi uwięzionych i rannych oraz w wydobywaniu zwłok uczestniczy blisko pięć tysięcy żołnierzy, policjantów i strażaków.

Służby ratownicze i wojsko wykorzystują śmigłowce i łodzie, by docierać do ludzi zagrożonych powodzią. Kyodo pisze, że oczekuje się niestety, iż liczba ofiar śmiertelnych może wzrosnąć, ponieważ docierają informacje o kolejnych osunięciach ziemi.

„Nie dalibyśmy rady uciec”

Na drogi w Mabi (prefektura Okayama na wyspie Honsiu) we wtorek osunęła się wyschnięta ziemia, wzbijając w powietrze pokłady piachu i pyłu.

– Było bardzo blisko. Możliwe, że jeżeli bylibyśmy tutaj pięć minut później, nie dalibyśmy rady uciec – mówił Yusuke Suwa, który musiał ewakuować się z żoną z zagrożonych powodziami i osuwiskami terenów. – Było tak ciemno, że nie mogliśmy dokładnie zobaczyć, co się dzieje, chociaż wiedzieliśmy, że obok płynie woda. Nie wiedzieliśmy, że sprawa jest tak poważna – dodał.

Dramatyczne wydarzenia rozegrały się w szpitalu w mieście Kurashiki w prefekturze Okayama. Około 160 pacjentów i personel medyczny musiało się tam schronić na pierwszym piętrze, ponieważ parter zalała woda. Niektórych pacjentów wniesiono na noszach na dach szpitala, skąd zostali ewakuowani śmigłowcami. Innych ewakuowało wojsko łodziami wiosłowymi.

Pomoc od państwa

Rząd utworzył biuro kontaktowe w ośrodku zarządzania kryzysowego w kancelarii premiera Shinzo Abego. Szef rządu nakazał „priorytetowe traktowanie ratowania życia ludzkiego oraz bezzwłoczne wysyłanie zespołów ratunkowych”.

We wtorek poinformowano, że na naprawdę zniszczeń przeznaczono 70 miliardów jenów (około 631 milionów dolarów amerykańskich) z możliwością zwiększenia budżetu na ten cel do 350 miliardów jenów (około 3,5 miliarda dolarów) – poinformował minister finansów Japonii Taro Aso. Zaznaczył, że w razie potrzeby uruchomi się dodatkowe środki.

 

 

Źródło: Reuters, tvn24, rmf24