Rzeki będą częściej i mocniej wylewać w Azji, Afryce i Ameryce Południowej. Poniższa mapa pokazuje, jak często w różnych miejscach świata pod koniec XXI w. będą się zdarzać wielkie powodzie. Dziś nazywamy powodziami stulecia, bo nawiedzają nas średnio co 100 lat. Ich częstotliwość w większości rejonów Ziemi (tych oznaczonych na niebiesko) się zwiększy… (Dr Sujan Koirala) 

 

Tegoroczne podtopienia w naszym kraju to drobiazg w porównaniu z wielką wodą z 1997 r. Tamten kataklizm, w którym zginęło kilkadziesiąt osób, a straty materialne sięgnęły 12 mld zł, nazwaliśmy powodzią stulecia – tak potężną, że zdarza się średnio raz na 100 lat (o wezbraniach w zlewni Odry mówiło się nawet jako o powodzi tysiąclecia).

I to właśnie tego typu wielkim katastrofom hydrologicznym przyjrzeli się uczeni z zespołu prof. Yukiko Hirabayashiego z Uniwersytetu Tokijskiego. Postanowili sprawdzić, jak często w coraz cieplejszym świecie powodzie, które dzisiaj nazywamy powodziami stulecia, będą zagrażać nam pod koniec wieku. Ich badania publikuje najnowsze wydanie tygodnika „Nature Climate Change”.

Pechowcy

Do stworzenia swojej prognozy naukowcy wykorzystali 11 modeli klimatycznych opracowanych w instytutach na całym świecie. Są to zestawy równań matematycznych rozwiązywanych przez najpotężniejsze komputery i opisujących to, co dzieje się w atmosferze i oceanach. Za ich pomocą badacze projektują zmiany zachodzące w klimacie (czyli zjawiska pogodowe uśrednione w skali miesięcy, lat czy dekad). Wśród danych, którymi zasilają swoje modele, jest m.in. rosnące stężenie gazów cieplarnianych, w tym dwutlenku węgla, który pompujemy w powietrze podczas spalania ropy, węgla czy gazu.

Na mapie stworzonej przez japońskich uczonych widać, które rejony Ziemi są zagrożone, a które nie. Pod koniec wieku największe powodzie będą od dwóch do dziesięciu razy częściej nawiedzać niektóre rejony Ameryki Północnej (rzeki Yukon, Mackenzie i Columbia), większość Ameryki Południowej (m.in. Amazonka), Afrykę Środkową (Niger, Kongo, Nil), wschodnią i południową Azję (Jenisej, Lena, Amur, Indus, Ganges, Mekong, Jangcy), a także północne i wschodnie wybrzeża Australii (m.in. rzeka Murray).

Ogółem w 42 proc. badanych rejonów świata powodzie stulecia staną się powodziami dziesięcio- czy pięćdziesięciolecia.

W Europie zagrożenie wielkimi powodziami wzrośnie głównie w Irlandii, Wielkiej Brytanii, północnej Francji i krajach Beneluksu. W Niemczech szerzej będzie wylewał Ren, a na Ukrainie Dniepr.

Farciarze

Pozostała część Europy ma szczęście. Prognoza dla Polski jest optymistyczna. Jeśli chodzi o powodzie, rzecz jasna – te największe mają się zdarzać rzadziej niż raz na 100 lat. Z innych badań wiadomo jednak, że w nadchodzących dekadach np. kraje śródziemnomorskie będą się zmagać z coraz gorszą suszą.

W sumie w 18 proc. badanych obszarów częstotliwość powodzi, które w XX w. uznano by za te stulecia, pod koniec wieku XXI zmniejszy się nawet pięciokrotnie.

Dlaczego właściwie cieplejszy z powodu obecnych zmian klimatycznych świat miałby oznaczać większe ryzyko powodzi?

Globalne ocieplenie zmienia cykl hydrologiczny Ziemi, czyli obieg wody w przyrodzie. Zgodnie z prawami fizyki cieplejsza atmosfera może pomieścić więcej pary wodnej. Oznacza to więcej tzw. ekstremalnych zjawisk pogodowych – m.in. gwałtownych nawałnic, ulew, ale także dłuższych fal upałów i susz.

Co gorsza, rośnie temperatura oceanów. A kiedy woda robi się cieplejsza, to powiększa swoją objętość. Swoją porcję dolewają też do oceanów topniejące coraz bardziej lodowce. Jak obliczyli niedawno naukowcy z finansowanego przez Unię Europejską projektu Ice2sea, do końca wieku średni poziom morza może wzrosnąć o 69 cm (zakładając, że do końca wieku temperatura Ziemi wzrośnie o 3,5 st. C). „Średni”, a więc w niektórych miejscach oceany spuchną bardziej niż w innych. Coraz większa część gęsto zamieszkanych terenów przybrzeżnych narażona więc będzie na podtopienia, szczególnie podczas huraganów (takich jak Sandy, która w zeszłym roku zalała Nowy Jork) czy nawet zwykłych sztormów.

Słońce!

Powodzie stulecia, o których piszą japońscy badacze, nie zagrażają nam oczywiście dokładnie co 100 lat. Mogą się zdarzyć nawet rok po roku, a później zrobić sobie dłuższą przerwę. Mieszkańcy niemieckich miast położonych w zlewni Łaby poprzednią powódź stulecia przeżywali w 2002 r. Ich tegoroczna wielka woda jest ponoć jeszcze gorsza.

Do tego rozdzielczość globalnych modeli klimatycznych, którymi posłużyli się Japończycy, to ledwie 100 km. Oznacza to, że nie widzą one różnicy np. pomiędzy Krakowem a Zakopanem. A rzeźba terenu i klimat w obu tych miejscach są przecież inne.

Wystarczy specyficzny układ niżów i wyżów, żeby ściągnąć nam na głowy wielodniowe ulewy. I przecież mogą być one skoncentrowane na niewielkim rejonie. Dlatego mimo uspokajających prognoz na koniec wieku nie powinniśmy w Polsce zaniedbywać ochrony przeciwpowodziowej. Miasta należy dalej zabezpieczać wałami i zbiornikami retencyjnymi, a na wsi trzeba zostawiać rzekom niezabudowane poldery, na które w razie nagłego wezbrania mogłyby się rozlać, co zapewni ludziom bezpieczeństwo.

 

Źródło: Nature Climate Change

Polecane: