Amerykańscy śledczy badają, czy firma Daimler AG, właściciel marki Mercedesoszukiwała na emisji spalin z silników Diesla.

 

Co prawda samo śledztwo nie jest niczym nowym, gdyż toczy się od kwietnia 2016 roku, jednak teraz dziennik Bild am Sonntag twierdzi, że jego dziennikarze widzieli dokumenty wskazujące na istnienie oprogramowania, które pozwalało Dailmlerowi oszukiwać. Jeśli doniesienia prasy się potwierdzą będziemy mieli do czynienia z drugim, po Volkswagenie, niemieckim koncernem motoryzacyjnym oszukującym klientów i władze.

Dziennikarze Bild am Sonntag twierdzą, że z dokumentów, do których uzyskali dostęp, wynika, iż jedna z funkcji zawartych w silnikach Dailmlera wyłącza system kontroli spalin po przejechaniu 26 kilometrów. Zaś druga z funkcji rozpoznaje, na podstawie wzorców prędkości i przyspieszania, czy samochód jest testowany pod kątem emisji spalin. Jeśli uzna, że tak jest, system kontroli spalin nie jest wyłączany.

W USA na stosowanie takich systemów producent samochodów musi mieć pozwolenie władz. Jeśli ich nie ma, są one nielegalne. Tak właśnie było w przypadku Volkswagena, który w 2015 roku został złapany na oszukiwaniu w kwestii emisji spalin. Od tego czasu firma wydała miliardy dolarów na odkupienie samochodów, które emitowały nawet 40-krotnie więcej tlenku azotu niż dopuszczają normy.

Przedstawiciele Dailmera, poproszeni o komentarz do całej sprawy stwierdzili, że firma współpracuje z władzami USA. Władze widziały te dokumenty i nie złożyły do sądu żadnego wniosku. Bildowi wybiórczo przedstawiono dokumenty tak, by zaszkodzić Dailmerowi i jego 290 000 pracowników, stwierdził rzecznik prasowy firmy.

Jeśli nawet Daimler zostanie uznany winnym oszustwa, to poniesie mniejsze straty finansowe niż Volkswagen, gdyż sprzedał w USA mniej samochodów z silnikami Diesla.