Naukowcy mają pomysł na spowolnienie zmian klimatu. Według ostatnich badań okazuje się on jednak na tyle ryzykowny, że w rezultacie mógłby doprowadzić do katastrofy klimatycznej.

W ostatnich latach naszą planetę licznie nawiedzają potężne huragany, niszczące pożary i rekordowo wysoka temperatura, przypominając nam o tym, że zmiany klimatu stały się faktem. Kilku naukowców ma jednak pomysł jak spowolnić globalne ocieplenie. Zaproponowali stworzenie otuliny ochronnej z wykorzystaniem aerozoli, które częściowo odbijałyby światło słoneczne. Taka osłona słoneczna pozwoliłaby na ochłodzenie planety, dając wszystkim gatunkom więcej czasu na przystosowanie się do zmian. Jednak nowe badania sugerują, że w przypadku „wyłączenia” takiego parasola ochronnego, może dojść do nagłego ekologicznego armagedonu.

Naukowcy zainspirowani naturą

Pomysł umieszczenia aerozoli w atmosferze pojawił się po raz pierwszy w 2006 roku, kiedy laureat Nobla chemik atmosfery Paul Crutzen zasugerował wszczęcie badań nad zastosowaniem takiego rozwiązania. Twierdzi, że miałoby się to odbywać na podobnej zasadzie, jak funkcjonuje to w naturze w przypadku pyłów wulkanicznych. Przykładowa erupcja wulkanu Pinatubo na Filipinach z 1991 roku spowodowała oziębienie naszej planety o 0,5 stopnia Celsjusza po tym, jak wyrzucił z siebie 20 milionów ton dwutlenku siarki do stratosfery. Gaz ten stworzył chmurę aerozolu siarczanowego, która odbijała światło słoneczne przez kolejne 2 lata.

 

Permanentny globalny nadzór

Stworzenie takiej chmury ochronnej wymagałoby nieprzerwanego nadzoru. W przypadku, gdyby wystąpił globalny problem, jak poważna susza lub inne przyczyny, które spowodowałyby zniszczenie pokrywy, Ziemia niebezpiecznie by się nagrzała w bardzo szybkim tempie.

– W momencie, w którym „wyłączysz” pokrywę, uzyskasz pełną moc całkowitych emisji, które były odbijane i które wciąż znajdują się w atmosferze – mówi Camille Parmesan, biolog zajmujący się badaniem zmian klimatu na uniwersytetach w Wielkiej Brytanii i USA, który nie uczestniczył w nowych badaniach, mając tym samym możliwość bezstronnej oceny zagadnienia.

 

Przeprowadzono symulację

Obecnie naukowcy zadają kolejne pytanie: jak przerwanie pokrywy z aerozoli wpłynęłoby na globalną bioróżnorodność? Christopher Trisos, ekolog z amerykańskiego uniwersytetu, postanowił odpowiedzieć na to pytanie poprzez przeprowadzenie symulacji. Założył, że począwszy od 2020 roku samoloty umieszczałyby 5 milionów ton dwutlenku siarki w stratosferze, czyli ćwierć tego, co dostało się do atmosfery po wybuchu Pinatubo. Taki zabieg byłby kontynuowany przez kolejne lata, aż do 2070, kiedy, w założeniach symulacji, ma miejsce geopolityczna katastrofa, która sprawia, że konserwacja zostaje wstrzymana. Badacz założył, że przez cały czas ludzie będą emitować gazy do atmosfery w rosnącym tempie, osiągając szczyt emisji w połowie stulecia. Następnie zaczną się zmniejszać.

 

Drastyczny wzrost temperatury

Zespół Trisos’a odkrył, że początkowo temperatura obniżyłaby się o ćwierć stopnia Celsjusza. Jednak pomimo istnienia chmury z aerozoli, ziemia stopniowo ulegałaby ociepleniu między 2030, a 2070 rokiem. Największy skok nastąpiłby w momencie, gdyby zaprzestano dostarczania gazów do atmosfery – zgodnie z modelem globalna temperatura wzrosłaby prawie o 3/4 stopnia w ciągu zaledwie 10 lat. Naukowcy obliczyli, że aby nadążyć za tak szybkim tempem zmian klimatu, gatunki naziemne musiałyby permanentnie zmieniać swój zasięg co roku o 10 kilometrów. To cztery razy szybciej niż muszą to robić przy obecnym tempie ocieplania się planety. Prognoza jest jeszcze gorsza dla gatunków zamieszkujących wody – te musiałyby się przemieszczać sześć razy szybciej, aby uchronić się przed efektami zmian klimatycznych – informuje poniedziałkowy raport naukowy opublikowany na łamach portalu Nature.

 

Zagłada dla wielu gatunków

Wyjątkowo szybko musiałyby się przemieszczać gatunki żyjące w wodach tropikalnych oraz w Amazonii, czyli w miejscach, gdzie mamy do czynienia z największą bioróżnorodnością. Doprowadziłoby to do wyginięcia koralowców, żab oraz innych wolno poruszających się gatunków. Co gorsza wiele z nich już teraz jest opóźnionych w swojej migracji klimatycznej.- Stopniowe zmiany klimatu, mające miejsce obecnie, są wystarczająco złe, ale jeśli zrobimy coś, co znacznie je przyspieszy, może to być katastrofalne dla niektórych gatunków – mówi Alan Robock, naukowiec zajmujący się klimatem na Uniwersytecie w New Jersey, który jest współautorem badania.

Gdyby świat podjął się projektu aerozolowego, jedynym sposobem na uniknięcie katastrofy byłoby stałe globalne zaangażowanie, twierdzi Gavin Schmidt, klimatolog z NASA. – To nigdy nie będzie trwałe rozwiązanie, ponieważ taki system jest z natury delikatny – mówi naukowiec.