Już za kilka dni, poniedziałek 26 listopada o godzinie 20:53 polskiego czasu, sonda InSight ma dotknąć powierzchni Marsa. Specjaliści z NASA potwierdzili, że lądownik znajduje się na niemal idealnej trajektorii. To pierwsze lądowanie na Marsie od czasu posadzenia tam łazika Curiosity w 2012 roku.

Ostatnia szansa na korektę kursu będzie w niedzielę, ale obecna trajektoria jest niemal idealna i prawdopodobnie inżynierowie nie będą nic zmieniać. – W tej chwili kurs wygląda naprawdę dobrze. Nad ostatecznymi parametrami będziemy pracować w najbliższych dniach. Mimo Święta Dziękczynienia w Jet Propulsion Laboratory będzie grupa ludzi, którzy zapewnią powodzenie lądowania – powiedział Tom Hoffman, menedżer projektu InSight w NASA.

Sonda InSight wystartowała 5 maja. Po ponad półrocznym locie i miejmy nadzieję udanym lądowaniu w okolicach marsjańskiego równika, rozpocznie się dwuletnia misja, która będzie pierwszą badającą wnętrze Marsa.

Lot sondy jest śledzony przez dwa mini-satelity klasy cubesat, które poleciały razem ze statkiem i lądownikiem misji InSight w drogę do Marsa. Zadaniem MarCO-A (Mars Cube One) i MarCO-B, pieszczotliwie nazywanych przez zespół obsługujący misję Eve i Wall-E, tak jak dwa roboty z animowanego filmu Pixara, będzie relacjonowanie trudnego manewru lądowania na Marsie. Relację z lądowania będzie można oglądać na żywo na kanałach NASA.

Cubestaty MarCO są pierwszymi tego typu maszynami wysłanymi w daleką przestrzeń kosmiczną. Większość z takich satelitów krąży po orbicie Ziemi. Pierwotnie cubesaty miały służyć studentom i uczyć ich budowy satelitów. Teraz są najczęściej wysyłanymi satelitami na orbitę. Dostarczają danych na niemal każdy temat – od szlaków żeglugowych po zmiany środowiskowe. Ich lot na Marsa jest ważnym testem dla tej technologii. Przyszłe misje na odległe światy będą mogły zabierać ze sobą własne przekaźniki w formie właśnie takich satelitów.

Lądowanie to najtrudniejsza faza misji. Z wszystkich marsjańskich misji manewr lądowania zakończył się powodzeniem tylko w połowie przypadków. – To trudny manewr. Potrzeba umiejętności, skupienia i lat przygotowania – powiedział Thomas Zurbuchen, zastępca administratora NASA z Wydziału Misji Naukowych w Waszyngtonie. – Mając na uwadze nasz ambitny cel, jakim jest wysłanie ludzi na powierzchnię Księżyca, a następnie Marsa, wiem, że nasz niesamowity zespół naukowy i inżynieryjny, jedyny na świecie, który pomyślnie wylądował statkiem kosmicznym na powierzchni Marsa, zrobi wszystko, aby zapewnić powodzenie lądowania misji InSight na Czerwonej Planecie – dodał.

Choć sam lot był spokojny, to emocje inżynierów sięgną zenitu w poniedziałek. Sonda wejdzie w atmosferę Marsa z prędkością 19 800 kilometrów na godzinę. Następnie uruchomią się silniki hamujące i spadochron. W niecałe siedem minut muszą one wyhamować prędkość, by sonda nie roztrzaskała się o powierzchnię planety.

– Jest powód, dla którego inżynierowie określają lądowanie „siedmioma minutami grozy”. Podczas tego manewru nie możemy manipulować statkiem, musimy polegać na komendach wprowadzonych wcześniej. Spędziliśmy całe lata testując nasze plany, ucząc się na innych lądowaniach na Marsie i badając wszystkie warunki, jakie może nam narzucić Mars. Pozostaniemy czujni, dopóki InSight nie wyląduje w regionie Elysium Planitia – przyznał Rob Grover, szef zespołu odpowiedzialnego za lądowanie.

Ale sonda nie zacznie pracować tuż po lądowaniu. Po udanym manewrze zespół z NASA rozpocznie proces wdrażania instrumentów naukowych, który może potrwać nawet trzy miesiące. – Lądowanie na Marsie jest ekscytujące, ale naukowcy z niecierpliwością oczekują czasu już po lądowaniu misji InSight. Gdy tylko InSight zostanie osadzony na Czerwonej Planecie, a instrumenty zostaną uruchomione, lądownik zacznie zbierać cenne informacje o strukturze głębokiego wnętrza Marsa – powiedziała Lori Glaze z NASA. – Informacje, które mamy nadzieję zebrać podczas tej misji, pomogą nam zrozumieć powstawanie i ewolucję wszystkich skalistych planet, w tym tej, którą nazywamy domem – dodała.

Wspólna amerykańsko-francusko-niemiecka misja będzie monitorować aktywność sejsmiczną Marsa. Naukowcy będą chcieli uzyskać wskazówki dotyczące wewnętrznej struktury planety. Lądownik za pomocą robotycznego ramienia rozstawi na miejscu dwa instrumenty naukowe – sejsmometr oraz próbnik ciepła.

InSight będzie monitorował puls planety wykrywając wibracje spowodowane trzęsieniami powierzchni, uderzeniami meteorytów i innymi tego typu zdarzeniami. W tym celu wykorzysta ultraprecyzyjny sejsmometr SEIS (Seismic Experiment for Interior Structure).

Drugim głównym przyrządem naukowym jest HP3 (Heat Flow and Physical Properties Package) – próbnik do pomiaru strumienia ciepła z wnętrza planety, który zostanie wprowadzony na głębokość 5 metrów w grunt marsjański. Wykonawcą mechanizmu wbijającego „Kreta HP3” jest polska firma Astronika, której inżynierowie sprawili, że polski przemysł kosmiczny znany jest w NASA z produkcji najlepszych na świecie urządzeń penetrujących na misje kosmiczne.

Astronika jako koordynator procesu produkcyjnego „Kreta HP3” zaangażowała do podwykonawstwa kilka polskich ośrodków naukowych, m.in. Centrum Badań Kosmicznych PAN, Instytut Lotnictwa, Instytut Spawalnictwa, Politechnikę Łódzką i Politechnikę Warszawską.

Kret HP3 jest kompletnym urządzeniem w całości wykonanym w Polsce, co jest przełomowe dla polskiego sektora kosmicznego, ponieważ po raz pierwszy w historii polska firma wraz z podwykonawcami dostarcza kompletny podsystem, a nie pojedyncze komponenty czy procesy.

Zadaniem tego urządzenia będzie badanie historii powstawania Marsa, badanie zmian jakie zachodzą w strukturze planety, temperatury, badanie jądra planety. Nigdy dotąd żadne urządzenie nie wbiło się w powierzchnię Marsa na taką głębokość.

Trzecim głównym przyrządem naukowym jest RISE (Rotation and Interior Structure Experiment) – instrument służący do pomiaru przesunięcia dopplerowskiego sygnałów pomiędzy InSight a Ziemią. Pozwoli on wykryć drobne wahania w osi obrotu Marsa, co powinno dać jakieś pojęcie na temat jądra planety, w tym jego rozmiaru.

 

 

 

Źródło: NASA, DziennikNaukowy