Policji i straży pożarnej udało się dotrzeć do zniszczonego przez nawałnicę obozu harcerskiego w Suszku, gdzie zginęły dwie harcerki, a 21 osób zostało rannych.

Oficer prasowa chojnickiej policji Magdalena Rolbiecka poinformowała, że zmarłe dziewczyny miały 13 i 14 lat. Zmarły w wyniku obrażeń doznanych w efekcie nawałnicy: przynajmniej jedno z nich przygniotło drzewo, które upadło na namiot.

Ranni w szpitalu

Komisarz Maciej Stęplewski z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku poinformował media:

– Niestety, w wyniku tej nawałnicy dwie dziewczynki poniosły śmierć. Wiemy również o 21 osobach, które przebywają teraz w szpitalach, w tym ze złamaniami. Myśmy objęli pomocą psychologiczną osoby ewakuowane z tego miejsca. Ewakuowaliśmy je do szkoły podstawowej. Pomagają im psycholog policyjny i dwoje psychologów cywilnych – dodał, po czym zapewnił:

– Chcemy tę tragedię wyjaśnić jak najdokładniej, stąd to duże zaangażowanie policjantów. Na drodze numer 22 jeden pas jest zamknięty. Chcemy poinformować turystów, że przy wjeździe do Łeby policja kieruje ruchem drogowym – poinformował.

Inny obóz też zniszczony

Rolbiecka poinformowała też, że na ewakuację czeka również około 140 dzieci, które brały udział w obozie namiotowym w Czernicy w powiecie chojnickim.

– Tam nie ma osób rannych, ale obóz został zniszczony – wyjaśniła Rolbiecka, dodając, że z policją kontaktują się rodzice dzieci przebywających na obu obozach, którzy chcą przyjechać i je odebrać.

INFOLINIA DLA RODZIN POSZKODOWANYCH: (42) 664 10 53

Położenie Suszka

Grupa pochodziła z Łodzi

Na obozie w Suszku przebywali harcerze z łódzkich okręgów Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej, 140 dzieci i 30 opiekunów – poinformował w sobotę rzecznik Okręgu Pomorskiego ZHR Krzysztof Goliszewski.

Był to trzytygodniowy obóz; dzieci miały przebywać na nim do 16 sierpnia.

Jak mówiła matka jednej z uczestniczek, która kilka dni temu odwiedziła córkę, obóz był usytuowany w leśnej głuszy, do której nawet przed nawałnicą trudno było dojechać. Były ustawione namioty, a harcerze sami wybudowali ich wyposażanie. Rozmówczyni dodała, że jej córka jest bezpieczna, została ewakuowana z obozu.

Rzecznik łódzkiego okręgu ZHR Grzegorz Bielawski poinformował, że harcerze, którzy w nawałnicy nie zostali ranni, zostaną jeszcze w sobotę przewiezieni do Łodzi. Miasto zapewnia, że jest gotowe udzielić ZHR wszelkiej niezbędnej pomocy, np. udostępnić busy do przewiezienia dzieci czy psychologów.

Obóz przed zniszczeniem

Prokurator na miejscu

Przewodniczący Okręgu Łódzkiego ZHR Adam Kralisz powiedział, że przyjechał na miejsce zdarzenia w sobotę nad ranem, jak tylko dostał informację o tym, co stało się w Suszku.

– Wczoraj o godzinie 22.50 przeszła nagła nawałnica, bardzo duży wiatr, burza, która praktycznie od razu z miejsca zaczęła wyrywać drzewa (…); tutaj nie ma połowy lasu generalnie, te drzewa zaczęły się przewracać na namioty, została zarządzona szybka ewakuacja, ona była w bardzo trudnych warunkach, bo odbywała się pomiędzy spadającymi drzewami – opisywał piątkowe wydarzenia Kralisz. – Teren lasu jest tak bardzo wielki i zniszczony, że tutaj w ogóle jakiekolwiek służby, w tym my, nie mogliśmy w ogóle dotrzeć; do tej pory w zasadzie tylko od jednej strony samochodami terenowymi jest wjazd – dodał, zaznaczając, że skala zniszczeń to kilkadziesiąt hektarów.

– Musieliśmy przedzierać się przez około między trzy a sześć kilometrów przez las, zwalone drzewa, to nie jest porównywalne z niczym, to tak, jakby się przez dżunglę amazońską przedzierać – opisywał. – Służby dopiero dotarły nad ranem, około godziny 4, najpierw przez jezioro jakimiś łódkami, a potem dopiero samochodami terenowymi i potem uczestników tutaj zwozili tymi samochodami do punktu zbiorczego – mówił. Dodał, że pierwsza na miejsca dotarła straż pożarna, potem policja.

Dopytywany o to, w jaki sposób będzie rozwijać się akcja, Kralisz powiedział, że ciężko mu to ocenić.

– Prokurator chodzi po lesie, my nie możemy tam w tej chwili wchodzić – powiedział, dodając, że cały dobytek obozowiczów został na miejscu. – Mamy nadzieję, że też będziemy mogli to zabezpieczyć i przy pomocy służb też wydostać i oddać właścicielom – powiedział.

 

Po nocnych nawałnicach więcej ofiar

Jeden z mieszkańców, który próbował wrócić do domu, tak zapamiętał tę noc:- Zjechałem z trasy, schowałem się za domami i widziałem, jak się to zaczyna dziać. Mnie to nie dotknęło, bo nie puściłem się na trasę, i całe szczęście – stwierdził. – Próbowałem pojechać, ale nie dałem rady. Już tu droga była całkowicie zablokowana, drzewa powalone, nie było możliwości kontynuowania jazdy. Utknęliśmy tu, byliśmy od 22 do teraz – dodał.

Nasi reporterzy porozmawiali też z jedną z mieszkanek, która nie ukrywała przerażenia tym, co wydarzyło się w nocy:

– O 21 zaczęła się straszliwa burza, nawałnica. Siedzieliśmy w środku, nie było możliwości sprawdzić, co się dzieje na zewnątrz. Jak przestało padać i przyszli do nas strażacy, zdaliśmy sobie sprawę z tragedii i koszmaru, który tu się wydarzył – relacjonuje.

Obóz harcerski w Suszku został zniszczony i odcięty od świata przez tarasujące drogi drzewa w nocy z piątku na sobotę w wyniku gwałtownych burz i wiatrów, jakie przeszły nad Pomorzem. Śmierć poniosły też dwie inne osoby – kobieta, która zginęła w Konarzynach (powiat chojnicki) w efekcie uszkodzenia budynku przez powalone silnym wiatrem drzewo oraz nocujący w namiocie w miejscowości Swornegacie (również powiat chojnicki) mężczyzna, którego zabiło padające drzewo.

Nawałnice w Poslce

Polecane: