W przypadku katastrofy morskiej kluczową sprawą jest szybka ewakuacja z tonącego okrętu. Wlewająca się z impetem woda może odciąć zasilanie i utrudnić nam poruszanie się w ciemności. Chociaż drogi ewakuacyjne powinny być zawsze dobrze oznaczone, w przypływie paniki i tak możemy nie zauważyć odpowiednich symboli.

Huang-yu Chen, opracowując projekt nowego koła ratunkowego, skupił się właśnie na tej ostatniej kwestii. W przypadku dużych i niespodziewanych katastrof morskich spora część ludzi ginie na statku, nie mogąc znaleźć odpowiedniej drogi ewakuacyjnej. Według jego pomysłu nowe koło ratunkowe powinno składać się z dwóch części. Formą docelową jest oczywiście standardowej wielkości koło, które utrzymywałoby człowieka na wodzie. Pierwotnie jednak byłoby mniejsze i wyglądało jak ćwiartka koła, przypominając wyglądem zakrzywiony walec z uchwytem.

W przedniej części koła znalazłyby się lampy ledowe, które w przypadku katastrofy świeciłyby się na czerwono pozwalając załodze łatwiej je odnaleźć. Następnie podczas ewakuacji nie tylko zastąpiłyby zwykłą latarkę, ale także wskazałby drogę do najbliższego wyjścia dzięki integracji lasera (wyświetlającego na podłodze strzałki w odpowiednim kierunku) i systemu RFID, który pozycjonowałby koło i „informował je” o najlepszej drodze ewakuacyjnej. Koło dmuchałoby się automatycznie po wyciągnięciu specjalnej zawleczki. Możliwe byłoby także ponowne złożenie i naładowanie urządzenia.

 


Źródło: chip.pl

Polecane: