Od niepozornej, bladej smugi do dynamicznego obiektu strzelającego strumieniami materii – taką przemianę przez ostatnie miesiące przeszła kometa C/2012 S1, czyli ISON. Z tygodnia na tydzień staje się jaśniejsza i bardziej spektakularna, co możemy prześledzić w serii zdjęć wykonanych przez astrofotografa amatora Mike’a Hankeya. Nie sposób nie zauważyć przy tym wielkiej urody tego świetlistego obiektu przecinającego niebo.

 

„We wrześniu ISON była tylko smugą mniejszą niż większość gwiazd. Jej ogon, kiedy dało się go dojrzeć, był krótki, blady i niezbyt zróżnicowany” – relacjonuje na portalu space.com swoje obserwacje Mike Hankey.

Rozpoczynając je, korzystał z 14,5-calowego teleskopu RCOS znajdującego się w Sierra Remote Observatories w kalifornijskim Auberry. Co rano spędzał około godziny na zdalnym podglądaniu komety przez ten instrument ze swojego domu w Maryland.

 

„Eksperymentowałem z różnymi czasami ekspozycji, ustawieniami wykrywania obiektu i technikami przetwarzania. Z biegiem tygodni kometa stawała się jaśniejsza i większa” – opisuje astrofotograf.

Jeśli przetrwa, będzie show

ISON zmierza w kierunku Słońca, z którym wyjątkowo bliskie spotkanie czeka ją już 28 listopada. Kometa znajdzie się wtedy w odległości 1,2 mln km od powierzchni naszej gwiazdy. Jeśli przetrwa, przez większość grudnia będzie nam zapewniać spektakularne show.

Nie znaczy to jednak, że na razie jest nudno.

W połowie października kometa wyraźnie się powiększyła i można było się spodziewać, że niedługo przestanie się mieścić ze swoim ogonem w polu widzenia. Po dwóch tygodniach Hankey rzeczywiście nie mógł już zmieścić jej w kadrze bez „ucinania” fragmentu ogona.

Słońce ją „obudziło”

„Prawdziwa ekscytacja zaczęła się jednak rankiem 10 listopada. Kiedy tylko ściągnąłem z aparatu i wyświetliłem pierwsze zdjęcie, dostrzegłem wyraźny dżet wystrzeliwujący z jej komy (gazowej otoczki – przyp. red), którego nie widziałem wcześniej” – opowiada fotograf.

ISON za sprawą przybliżania się do Słońca weszła w pełny tryb aktywności, czyli z zamarzniętej skalno-lodowej kuli zmieniła się w otoczony gazową atmosferą i wyrzucający strumień materii dynamiczny obiekt. Dlatego 14 listopada Hankeyowi udało się uchwycić kolejne fascynujące zmiany.

 

„Była jaśniejsza niż kiedykolwiek widziałem i miała niesamowite szczegóły, wiele dżetów promieniujących z komy było doskonale widocznych” – opisuje. Musiał wprowadzić zmiany techniczne – wcześniej ustawiał czas ekspozycji na 180 sekund, teraz musiał go skrócić do 60 sekund. Nadchodzące dni mogą zaowocować jeszcze bardziej spektakularnymi obrazami.

Wystarczą lornetka i aparat

Jeśli ktoś nie zadowala się relacją z drugiej ręki, może sam spróbować „namierzyć” ISON. Jak wyjaśnił Arkadiusz Olech z Centrum Astronomicznego PAN w Warszawie, jej blask wynosi obecnie około 5.0-5.5 magnitudo. – To oznacza, że w dobrych warunkach kometę można dojrzeć gołym okiem – stwierdził Olech.

Choć w obserwacjach może nieco przeszkadzać księżyc tuż po pełni, kometa powinna być widoczna nawet przez małą lornetkę. Da się ją uwiecznić bez problemów niemal każdym aparatem cyfrowym z jasnym obiektywem standardowym.

 

Źródło: space.com, mikesastrophotos.com, tvnmeteo

Polecane: