Zachodni dziennikarze zostali wpuszczeni do miejsca, które dotychczas stanowiło jedną z największych tajemnic reżimu Korei Północnej i można było je oglądać tylko na zdjęciach satelitarnych. Nagrania i fotografie z pokazowego zamknięcia poligonu jądrowego Punggje-ri po raz pierwszy pozwalają z bliska przyjrzeć się temu ważnemu elementowi północnokoreańskiego programu jądrowego.

Do pokazowego zamknięcia poligonu doszło nad ranem w czwartek czasu polskiego. Jednak dopiero dobę później zaczęły napływać zdjęcia wykonane przez zagranicznych dziennikarzy. Powrót z ukrytego w górach i oddalonego od cywilizacji Punggje-ri zajął im kilkanaście godzin. Wcześniej nie było więc mowy o dostępie do internetu.

Tajemnice na widoku

Zgodnie z oficjalną relacją mediów północnokoreańskiego reżimu, wysadzono trzy tunele wykopane w górskich zboczach i kilka budynków z aparaturą pomiarową. Czwarty tunel, w którym przeprowadzono pierwszą próbę jądrową w 2006 roku, miał być już wcześniej zasypany.

Północnokoreańscy oficjele pokazali dużą mapę, mającą przestawiać rozmieszczenie i przebieg tuneli. To pierwsze tak szczegółowe dane na ten temat dostępne publicznie. Wcześniej jedynie spekulowano o planach poligonu w oparciu o zdjęcia satelitarne.

Schematyczna mapa mająca pokazywać układ tuneli na poligonie

Z mapy wynika, że pięć prób w latach 2009-2017 wykonano w jednym tunelu, który rozgałęział się we wnętrzu góry. Dodatkowo wykopano dwa kolejne tunele, w których nie przeprowadzono jednak żadnych testowych eksplozji.

Dziennikarzom pozwolono zajrzeć do trzech tuneli, ale nie pozwolono im wejść do środka. Zobaczyli rozmieszczone tam ładunki wybuchowe. Według mapy eksplozje miały jednak również miejsce w głębi tuneli, dziennikarze nie potrafili tego jednak zweryfikować.

Wszystkie trzy tunele widoczne na zdjęciach są prymitywne. Wrota do tych opatrzonych numerami dwa i trzy były pordzewiałe, pogięte i zużyte. Dodatkowo, podłoga za nimi była nierówna, zrobiona częściowo z betonu a częściowo przysypana ziemią.

Wrota tunelu numer dwa, w którym miało zostać przeprowadzone pięć próbnych detonacji w tym ta ostatnia, najsilniejsza

Początek wnętrza tunelu numer dwa

Wrota tunelu numer trzy

Początek tunelu numer trzy

Wrota do tunelu numer cztery, wyglądającego na najnowszy, były wykonane z desek. Za nimi widać było prowizoryczne szalunki z drewnianych bali i podłoże z ubitej ziemi, częściowo zalane wodą.

Wejście do tunelu numer cztery

Wnętrze tunelu numer cztery

Dwa wysadzone budynki kiedyś ponoć mieszczące aparaturę pomiarową były prostymi konstrukcjami z drewnianych bali i desek. Pozostałe zabudowania, częściowo zniszczone, wyglądały bardzo podobnie.

Centralne zabudowania poligonu

Dodatkowo, cały teren był uprzątnięty, a miejsca dla dziennikarzy obserwujących eksplozje świeżo zbudowane.

Północnokoreańscy oficjele i zagraniczni dziennikarze oglądający wybuchy

Problemy z tunelami

Na podstawie zdjęć i nagrań nie da się stwierdzić, czy poligon jądrowy – zgodnie z deklaracjami Korei Północnej – został skutecznie zniszczony. Nie wiadomo, czy eksplozje w głębi tuneli rzeczywiście miały miejsce. Korea Północna nie zgodziła się na wjazd ekspertów do spraw rozbrojenia, zapraszając jedynie dziennikarzy i ściśle kontrolując to, co mogli zobaczyć.

Specjaliści, obserwujący północnokoreański program jądrowy, już od ubiegłego roku twierdzili, że ostatnia, najsilniejsza próba jądrowa przeprowadzona w 2017 roku, mogła uczynić poligon nieprzydatnym. Na pewno tunel numer dwa. Piąta z kolei eksplozja pod tą samą górą, miała naruszyć jej strukturę.

W kwietniu 2018 roku grupa chińskich geologów oświadczyła (i przedstawiła dokładne badania na poparcie tej tezy), że góra częściowo się zapadła.

Najstarszy tunel numer jeden miał zostać zamknięty już po pierwszej próbie w 2006 roku. Wykryto po niej w powietrzu śladowe skażenie, które według organizacji monitorującej przestrzeganie zakazu testów jądrowych (CTBTO) mogło świadczyć o tym, że został źle zbudowany. W konsekwencji, na zewnątrz wydostały się substancje radioaktywne. W efekcie tunel został porzucony, a główne zabudowania poligonu przeniesiono do sąsiedniej doliny i tam zaczęto drążyć kolejne podziemne chodniki.

Następne próby mogły teoretycznie być przeprowadzane w tunelach numer trzy i cztery. Ten pierwszy zaczęto już drążyć w 2009 roku, ale później zauważono, że został częściowo zalany przez wodę. Nie wiadomo, czy potem go naprawiono, czy porzucono. Obok wykopano tunel numer cztery, w którym według mapy pokazanej dziennikarzom zdążono zrobić odgałęzienie na wzór tych z tunelu numer dwa. Na jego końcu mogło być szykowane miejsce na kolejną eksplozję.

Resztki jednego z wysadzonych budynków

Dobra wola, czy propaganda?

Choć propaganda Korei Północnej przedstawia wysadzenie tuneli jako ważne ustępstwo i gest dobrej woli wobec społeczności międzynarodowej oczekującej denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego, to wobec braku możliwości weryfikacji przez ekspertów, nie ma pewności dotyczącej tego, co właściwie stało się w Punggje-ri.

Wysadzeniu mogły ulec jedynie początkowe odcinki tuneli, które później będzie można odkopać. Podobnie wysadzenie prostych i pustych drewnianych budynków nie sprawi, że nie będzie można na ich miejscu postawić nowych. Ewentualne wznowienie aktywności na poligonie będzie można jednak łatwo wyśledzić na zdjęciach satelitarnych.

Jest też możliwe, że poligon Punggje-ri był już nieprzydatny wobec zawalenia się góry nad tunelem numer dwa i ewentualne kolejne próby będą prowadzone gdzie indziej.

Być może Pjongjang uznał, że nie musi na razie przeprowadzać kolejnych prób jądrowych, ponieważ osiągnął już to, co chciał: ma działający ładunek jądrowy o stosunkowo dużej mocy (próba numer sześć miała moc ponad stu kiloton, porównywalną z większością współczesnych głowic używanych przez mocarstwa).

Dzięki temu i dzięki udanym próbom rakiet dalekiego zasięgu, realna stała się groźba uderzenia w USA. To od dawna było deklarowanym celem rozwijania północnokoreańskiego arsenału jądrowego.

Poligon znajduje się w Punggje-ri

 

Red.:
Moim zdaniem to tylko pokazówka, nie zniszczyli nic ze sprzętu, który miał być zniszczony. Tunele pewnie wybudowali na potrzeby pokazówki.
Nikogo nie wpuścili nawet do tunelu, a te struktury na pewno nie wytrzymałyby poprzedniej próby jądrowej, gdzie siła bomby mogła mieć 160 kT i wywołała trzęsienie ziemi o sile 6.3 w skali Richtera.

 

 

Źródło: tvn24, Reuters