Mauretania to ostatni kraj, który zniósł niewolnictwo – w ciągu minionych stu lat oficjalny zakaz wprowadzano trzykrotnie, po raz ostatni w 2007 roku. Jednak przepisy to jedno, a życie – drugie, czego dowodem jest opisana przez “Daily Mail” wstrząsająca historia matki i jej córki, które uciekły swoim prześladowcom. 

Mimo oficjalnych zakazów, niewolnictwo w Mauretanii wciąż jest powszechne

Problem niewolnictwa w Mauretanii nadal istnieje, a co więcej, jest silnie zakorzenioną i powszechną praktyką. Według oficjalnych szacunków ONZ, zniewolonych jest 10%-20% z trzech milionów mieszkańców tego kraju.

Brytyjski tabloid “Daily Mail” opisuje historię 40-letniej Moulkheir i jej córki, do których dotarła amerykańska telewizja CNN. Kobieta urodziła się jako niewolnica i od małego pracowała w gospodarstwie swojego pana. Była stale bita, a pierwszy raz została zgwałcona, gdy tylko osiągnęła wiek młodzieńczy. Jej koszmar trwał latami, urodziła pięcioro dzieci, które nie mogły liczyć na lepszy los niż ona sama.

Jak pisze “Daily Mail”, niewolnictwo jest tak głęboko osadzone w świadomości mauretańskiego społeczeństwa, że Moulkheir w żaden sposób nie kwestionowała sposobu, w jaki była traktowana. Wstrząsnęła nią dopiero śmierć najmłodszego dziecka, zabitego przez pana i ojca zarazem.

Kobiecie dzięki interwencji grupy walczącej o prawa człowieka udało się odzyskać wolność, ale jedynie na krótko. Razem z nastoletnią córką Selek’hą trafiła na służbę do pułkownika mauretańskiej armii, który de facto ponownie je zniewolił. Wojskowy regularnie bił i gwałcił nastolatkę, a gdy zaszła w ciążę, w dziewiątym miesiącu wymusił poronienie – dziecko przyszło na świat martwe. To wtedy Moulkheir przejęta okrucieństwem wobec córki postanowiła z nią uciec jeszcze raz, ale już nigdy nie dać się zniewolić.

Udało się dzięki SOS Esclaves, mauretańskiej organizacji walczącej ze współczesnym niewolnictwem. Teraz obie kobiety żyją w zapewnionym przez fundację skromnym jednopokojowym schronieniu w stolicy kraju Nawakszut. 18-letnia obecnie Selek’ha uczęszcza do pobliskiej szkoły, jej marzeniem jest otwarcie własnego sklepu.

Założyciele SOS Esclaves, wyzwoleniec oraz były właściciel niewolników, przekonują, że problem niewolnictwa jest niezwykle złożony i nie wystarczą oficjalne zakazy, ale potrzebna jest powszechna edukacja, która zmieni mentalność społeczeństwa. Tylko wtedy uda się trwale dokonać tego, co reszcie świata udało się już lata temu.

Źródło: dailymail.co.uk, wiadomosci.wp.pl

Polecane: