Fragmenty rakiety, która wyniosła w Kosmos pierwszego chińskiego łazika księżycowego, „zbombardowały” małą wioskę niszcząc dwa domy. Nikomu nic się nie stało. Przed odpaleniem rakiety zarządzono masową ewakuację tysięcy osób.

Rakieta Długi Marsz 3B wystartowała z kosmodromu Xichang wieczorem czasu uniwersalnego w niedzielę, czyli w poniedziałek nad ranem czasu miejscowego. 19 minut po odpaleniu rakieta umieściła na orbicie swój ładunek, czyli sondę z łazikiem Chang’e-3, który ma dotrzeć na powierzchnię Księżyca w połowie grudnia.

Bombardowanie w imię nauki

Podczas wznoszenia od rakiety odpadły pewne fragmenty, które spadły na odległą o kilkaset kilometrów wioskę w sąsiedniej prowincji Hunan. Jedna z części „wielkości biurka” trafiła idealnie w dom rolnika, przebiła dach i wylądowała w głównym pokoju, kompletnie go demolując. Druga wywołała mniejsze szkody trafiając w sąsiednie zabudowania.

Bardziej poszkodowany rolnik dostał 1,8 tysiąca dolarów odszkodowania, a drugi połowę tej sumy.
Nikomu nic się nie stało.

Przed każdym startem przeprowadzana jest masowa ewakuacja ludzi mieszkających na trasie lotu rakiety. Z okazji ostatniego lotu władze nakazały przemieszczenie się 180 tysiącom osób.

Problemy z częściami rakiet spadającymi z nieba mają głównie Chińczycy i Rosjanie, którzy odpalają je z kosmodromów w środku lądu. Rosyjskie rakiety lecące z Bajkonuru przelatują jednak nad bardzo słabo zamieszkanymi obszarami wschodniej Rosji i bardzo rzadko powodują problemy. Chińskie rakiety lecąc na wschód przelatują jednak nad gęsto zamieszkanymi terenami i stąd problem z przymusowymi ewakuacjami.

Amerykanie, Europejczycy i Japończycy są w komfortowej sytuacji, bowiem ich kosmodromy specjalnie zbudowano w pobliżu wybrzeża, tak aby rakiety wznosiły się nad oceanem. Zdecydowana większość rakiet leci w kierunku wschodnim, aby wykorzystać energię obrotu Ziemi.

 
Źródło: Reuters, tvn24.pl

Polecane: