W podziemiach centrum badań atomowych w Moskwie wybuchł pożar. Władze zapewniły, iż nie ma żadnego zagrożenia skażeniem radioaktywnym. W Instytucie Fizyki Teoretycznej i Eksperymentalnej nie ma czynnego reaktora. Pomimo tego, rosyjski odłam Greenpeace wyraził poważnie zaniepokojenie incydentem.

 

Według przedstawiciela Ministerstwa Sytuacji Nadzwyczajnych, płomienie były ograniczone do piwnic i nie wydostały się na zewnątrz budynku. Nikt nie został ranny. Nieczynny od 60-lat eksperymentalny reaktor miał też pozostać nieuszkodzony. Pożar miał zniszczyć pomieszczenia w których składowano kable elektryczne. – To zupełnie nie zagrażało materiałom rozszczepialnym – zapewnił rzecznik ministerstwa, Siergiej Własow.

Słabe bezpieczeństwo

Według świadków nad terenem instytutu unosiła się chmura szarego dymu, który miał być bardzo “gryzący” i wywoływać podrażnienia. Przed bramą na teren instytutu zgromadziło się około 30 pojazdów straży i pogotowia. Ratownicy mieli zalać podziemia pianą gaśniczą.

Uspokajającym zapewnianiom władz nie dają wiary ekolodzy. – To wyjątkowo niebezpieczne. Coś takiego nie powinno móc się stać, ale skoro się stało, to oznacza, że nie zachowują zasad bezpieczeństwa – stwierdził Iwan Blokow, jeden z dyrektorów Greenpeace Russia. Jego zdaniem, ukazuje to niską dbałość o bezpieczeństwo w rosyjskich instalacjach atomowych.

– Tam są znaczne ilości materiałów radioaktywnych. To centrum Moskwy. Gdyby doszło do wycieku, skala problemu byłaby bardzo duża – dodał ekolog. Blokow powiedział też agencji Reuters, iż według danych oficjalnych pożar ugaszono wcześnie rano, natomiast według jego informacji, nie zdołano tego uczynić do południa.

 

Źródło: Reuters, tvn24.pl

Polecane: