W miejscowości Naples na Florydzie w Stanach Zjednoczonych mężczyzna został zaatakowany przez niedźwiedzia.

 
 41-letni Andrew Meunier, mieszkaniec Naples na Florydzie, we wtorek wieczorem wypuścił na dwór swojego psa, który po chwili wbiegł przerażony z powrotem do domu. Wkrótce potem mężczyzna został zaatakowany przez niedźwiedzia, podaje amerykański serwis informacyjny NBC.

Sytuacja mogła zakończyć się śmiercią

– Wyszedłem na zewnątrz i on tam był. Próbowałem uciekać, lecz nie byłem wystarczająco szybki – powiedział Meunier reporterowi stanowej telewizji Wink News. – Cieszę się, że żyję, bo sytuacja mogła potoczyć się w zupełnie inny sposób – dodaje.

Poszkodowany mężczyzna oznajmił, że widział w sumie trzy niedźwiedzie – każdy z nich, stojąc, miał około 1,5 metra.

Zgodnie z tym, co podaje raport ze zdarzenia, niedźwiedź zadał pazurami rany na głowie i klatce piersiowej mężczyzny. Meunier został przetransportowany po tym do lokalnego szpitala. Lekarze założyli mu w sumie 41 szwów. Poszkodowany został już wypuszczony do domu, zgodnie z informacją, którą podaje portal Wink News.

Pierwszy taki atak od dawna

To był pierwszy atak niedźwiedzia w regionie południowej Florydy od 1970 roku. Jednak w wyniku zdarzenia rządowa agencja ochraniająca zwierzęta Florida Fish and Wildlife Conservation Commission oznajmiła, że będzie pracować nad poprawą bezpieczeństwa w sąsiedztwie. W celu ochrony przed zwierzętami zostaną między innymi zabezpieczone pojemniki na śmieci tak, aby niedźwiedzie nie miały do nich dostępu.

 

 

Źródło: TVN Meteo/winknews.com/nbc-2.com