W historii ludzkości dochodziło do wielu katastrofalnych wydarzeń, które zagrażały człowiekowi. Wiele z nich wyglądało tak, jakby spełniały się najgorsze przepowiednie. Biblijna plaga szarańczy, świat pogrążony w ciemnościach czy ryby spadające z nieba. Jednak nauka potrafi wyjaśnić każde z tych zjawisk i nie pozostawia złudzeń: nie wszystko, co z pozoru wygląda dziwnie, musi zwiastować apokalipsę.

Apokalipsa

1874 rok okazał się tragiczny dla mieszkańców USA. Pod koniec lipca katastrofalna plaga szarańczy zaczęła pustoszyć uprawy na preriach. Niebo nad rejonem od Dakoty po Meksyk stało się czarne, a dźwięki wydawane przez szkodniki wielu świadkom kojarzyły się z nadejściem apokalipsy. 

– Rój szarańczy zniszczył ponad 51 mln hektarów upraw. Liczbę szkodników oszacowano na ponad 12,5 bilionów. Łączną wagę wszystkich insektów oszacowano na 27,5 mln ton – wynika z informacji podawanych przez Uniwersytet w Michigan.

Farmerzy bezskutecznie próbowali walczyć z zarazą. Starali się zbierać szarańczę, palić ją, jednak nic nie przynosiło pożądanych skutków. Z udokumentowanych relacji wynika, że uprawy były niszczone w minutę. Wyrządzone szkody oszacowano na 200 mln dolarów.

Na szczęście ten niebezpieczny gatunek szarańczy kompletnie wyginął. Po latach znaleziono go jeszcze w lasach m.in. Kolumbii Brytyjskiej i Montany, jednak ludzie szybko zdegradowali naturalne siedliska tego szkodnika.

 

Lawendowe słońce

Po bardzo ciepłym i suchym lecie 1950 roku, początek jesieni na kontynencie Ameryki Północnej był równie suchy. 24 września niepozornie rozpoczął się kolejny dzień. Jako że była to niedziela, nieliczni poszli wtedy do pracy, a ludzie chętnie wypoczywali na zewnątrz.

Gdy zegar wybił południe, mrok zaczął ogarniać coraz większe obszary. Po południu nad obszarem od Chicago po Filadelfię słońce zaczęło zmieniać barwę.

Mieszkańcy przecierali oczy ze zdumienia, słońce połyskiwało w odcieniach różu, fioletu i niebieskiego. – Niektórzy sądzili, że nadszedł koniec świata – wynika z informacji podawanych przez świadków.

Z oficjalnych raportów wynika, że taka pogoda to skutek wybuchu pożarów w Kanadzie. Potężne płomienie wymknęły się spod kontroli, a pióropusze dymu dotarły do Środkowego Zachodu i północno-wschodniej części USA.

Nie wszyscy jednak zgodzili się z tą wersją wydarzeń. Niektórzy podeszli sceptycznie do tej teorii, bo nie wierzą w to, że dym został przeniesiony na taką odległość.

Jeszcze tego samego dnia wieczorem, niebo zaczęło się przejaśniać. Słońce ponownie zaświeciło 25 września o poranku.

 

Ryby i żaby spadają z nieba

Późną zimą 2010 roku, na mieszkańców Lajamanu (australijskie Terytorium Północne) spadł deszcz ryb, żab i innych wodnych stworzeń. Według naukowców, te niewielkie stworzenia zostały przeniesione przez wiry powietrza.

Podobna sytuacja miała miejsce w 2009 roku. Wtedy nad jedną z japońskich prefektur z nieba posypały się kijanki, wynika z artykułu opublikowanego na łamach The Telegraph. Tę sytuację również tłumaczono silnym wiatrem. Nie uwierzyli w to meteorolodzy z Japonii. Ich zdaniem, w dniu kiedy pojawił się „deszcz kijanek”, nie odnotowano silnych porywów wiatru.

Mimo że dotąd nikomu nie udało się zaobserwować, jak wiatr unosi niewielkie zwierzęta, teoria ta jest powszechnie przyjmowana przez środowisko naukowców.

 

Rok bez lata

W 1816 roku mieszkańcy półkuli północnej musieli zmagać się z wszechobecnym chłodem. Lata wtedy po prostu nie było. Półkula północna przeżywała klęski nieurodzaju.

W stanie Wirginia opady śniegu odnotowano nawet w porze letniej. 4 lipca woda w cysternach zamarzła i ponownie spadł śnieg. Ludzie świętowali Dzień Niepodległości we wnętrzach kościołów, bo na zewnątrz było stanowczo zbyt chłodno.

Thomas Jefferson, po zakończeniu swojej drugiej kadencji prezydenckiej, skarżył się na tak słabe plony kukurydzy, że zaczął starać się o tysiąc dolarów zapomogi.

Nędza nie oszczędziła również Europy, w Irlandii okres intensywnych opadów deszczu trwał przez osiem tygodni. W efekcie uprawy ziemniaka były z góry skazane na porażkę. Głód i ulewy przyczyniły się do powstania epidemii tyfusu. Tysiące ludzi zginęły, a choroba rozprzestrzeniła się na Wyspy Brytyjskie.

Według naukowców z NOAA (Amerykańska Narodowa Służba Oceaniczna i Meteorologiczna), z danych klimatycznych wynika, że rok 1816 był jednym z lat tzw. małej epoki lodowej, która trwała od 1400 do 1850 roku.

Za inną przyczynę tych nietypowych warunków atmosferycznych obarcza się erupcję wulkanu Tambora (Indonezja) w 1815 roku. Według jednego z artykułów opublikowanych na łamach czasopisma „Smithsonian Magazine”, wybuch Tambory był jednym z największych na przestrzeni ostatnich 10 tys. lat. Wybuch ten wyrzucił ogromne ilości dymu i pyłów do atmosfery.

 

 

Polecane: