Wyobraźmy sobie jak przebiegało by leczenie, gdybyśmy mogli wysłać do chorych komórek szereg maleńkich maszyn, które dostarczyłyby leki w sposób nieinwazyjny, wykonały operację w skali mikro lub zniszczyły komórki, których nie dałoby się już uratować. Ta wizja jest ciągle dość odległa od spełnienia, ale właśnie uczyniliśmy krok w dobrą stronę.

Naukowcom z Uniwersytetu Stanowego Pensylwanii udało się wszczepić do żywych, ludzkich komórek nanosilniczki napędzane falami ultradźwiękowymi i magnetycznymi. Te niewielkie cząsteczki przypominające kształtem pałeczki zbudowane zostały z rutenu i złota. Pierwsza generacja nanosilniczków stworzona 10 lat temu wymagała toksycznych paliw i nie potrafiła poruszać się w płynie biologicznym, w związku z czym naukowcy nie mogli ich badać na ludzkich, żywych komorkach. Gdy odkryto, że można je kontrolować przy użyciu fal ultradźwiękowych badania ruszyły pełną parą.

Ruchy, które możecie zaobserwować na poniższym wideo tylko z pozoru wydają się chaotyczne. Podczas badań z wykorzystaniem komórek HeLa (wywodzących się z linii komórek raka szyjki macicy) naukowcom udało się sprawić, by nanosilniczki wpadały na struktury wewnątrz komórki niszcząc je lub by rozrywały błonę komórkową taranując ją od środka. Te dwie funkcje mogą być bardzo cenne w zastosowaniach terapeutycznych i zmaganiach z komórkami nowotworowymi. Stwierdzono także, że nanosilniczki mogą poruszać się autonomicznie, niezależnie od siebie.

 

Marzeniem naukowców jest dostarczenie lekarzom dokładnego narzędzia diagnostycznego i terapeutycznego właśnie w tej postaci. Nanosilniczki miałyby odbywać swego rodzaju podróż wewnątrz organizmu, by wskazać i wyleczyć wszystkie nieprawidłowości…

Źródło: chip.pl

Polecane: