Na rozległym poligonie testowym w Nevadzie doszło do zagadkowego wypadku. Zginął doświadczony pilot testowy i eksperymentalny. Nie ujawniono jednak, w jakiej maszynie. W ogóle ujawnienie samego wydarzenia zajęło wojsku USA kilka dni. Wywołało to falę spekulacji i domysłów na temat tego, co za tajna maszyna rozbiła się w pobliżu Strefy 51.

Do wypadku doszło w miniony wtorek, ale wojsko początkowo nie informowało o nim. Otwarte było jedynie na temat katastrofy dwóch samolotów szturmowych A-10, które rozbiły się na tym samym poligonie dzień później, w środę. Jednak informacje o wtorkowym wypadku zaczęły się pojawiać w lokalnych mediach w piątek, co zmusiło lotnictwo wojskowe USA (USAF) do zabrania głosu.

 

Wiadomo tyle, że nie był to F-35

Wyjaśnienia na temat katastrofy okazały się być jednak zaskakująco skąpe. Przyznano jedynie, że doszło do niego we wtorek na terenie Nevada Test and Training Range (NTTR) i że w wyniku odniesionych w jego trakcie ran zmarł podpułkownik Eric Schultz. Nie powiedziano jednak nic na temat okoliczności katastrofy i co najbardziej zaskakujące, nie ujawniono nawet jakiego typu był rozbity samolot. – Informacja na ten temat jest tajna i nie może zostać przekazana opinii publicznej – oświadczyła major Christina Sukach, rzeczniczka prasowa bazy lotniczej Nellis.

Dodano, że do katastrofy doszło „około stu mil na północny-zachód od bazy Nellis”, co oznacza gdzieś na środku poligonu NTTR i w pobliżu tajemniczej bazy Strefa 51.

Tego rodzaju niecodzienne nieujawnienie typu rozbitego samoloty wywołało lawinę spekulacji. Pierwszym tropem był nowy myśliwiec piątej generacji F-35. Wiadomo, że podpułkownik Schultz brał udział w programie testów tej maszyny. Był 28. pilotem, który wzbił się w powietrze za jego sterami.
Sugerowano, że wojsko chce ukryć informację o pierwszej katastrofie F-35, ponieważ mocno zaszkodziłaby reputacji nowego samolotu, która i tak ma ją mocno nadszarpniętą przez różne problemy techniczne i finansowe.

Jednak w niedzielę pojawiła się nowa informacja, która zmiotła dotychczasowe spekulacje i uczyniła całą sprawę jeszcze bardziej tajemniczą. Szef Sztabu USAF generał David Goldfein powiedział dziennikarzom portalu Military.com: „Mogę z całą pewnością powiedzieć, że nie był to F-35”. Nie powiedział jednak nic więcej. Nadal nie wiadomo co mogło się rozbić w Nevadzie.

Podpułkownik Schultz w kabinie F-35. Jedno z niewielu publicznie dostępnych zdjęć lotnika

Zalążek teorii spiskowych

Historia ma wszelkie składniki, aby wywoływać emocje i rodzić teorie spiskowe. Poligon Nevada Test and Training Range jest jednym z największych na świecie. To wielki pustynny obszar o powierzchni 12 tysięcy kilometrów kwadratowych, czyli na przykład całego województwa śląskiego lub świętokrzyskiego. Na jego terenie w przeszłości przeprowadzono kilkaset prób jądrowych.

To tam znajduje się otoczona aurą tajemniczości baza Strefa 51, gdzie podczas zimnej wojny testowano najtajniejsze samoloty, takie jak szpiegowskie U-2 i SR-71 czy pierwszy „niewidzialny” bombowiec F-117. Według teorii spiskowych to tam mają być przetrzymywane pojazdy cywilizacji pozaziemskich, które dostały się w ręce wojska USA.

Również tam testowano podczas zimnej wojny najróżniejsze radzieckie samoloty, zdobyte na całym świecie przez wywiad. Głównie były to kolejne myśliwce MiG, które intensywnie sprawdzano w symulowanych pojedynkach z maszynami amerykańskimi, aby odkryć silne i słabe strony samolotów obu stron oraz wykorzystać tą wiedzę później w realnej walce.

Ze zdjęć wykonanych przez amatorów lotnictwa wiadomo, że obecnie latają tam na przykład rosyjskie myśliwce Su-27, prawdopodobnie zakupione w latach 90. na Ukrainie. Latają też F-117, które formalnie wycofano ze służby wiele lat temu, ale faktycznie część z nich nadal służby do różnych eksperymentów, głównie tych sprawdzających skuteczność nowych radarów.

Wykonane z dużej odległości z powietrza zdjęcie Strefy 51. Bazę widać na obrzeżu białej plamy – dużego wyschniętego jeziora Groom

Doświadczony pilot w tajemniczej maszynie

Co jeszcze Amerykanie testują na poligonie w Nevadzie? Nie wiadomo. Informacje na ten temat są tajne. Właśnie z tego powodu śmierć podpułkownika Schultza wywołuje takie zainteresowanie. Czy testował jakąś zupełnie nieznaną tajną konstrukcję? Czy rozbił się w jednym z rosyjskich myśliwców, do których posiadania Pentagon formalnie się nie przyznaje? Czy brał udział w jakichś tajnych eksperymentach z udziałem na przykład F-117? Czy po prostu brał udział w jakimś prozaicznym teście nowego rozwiązania technicznego w rodzaju modyfikacji radaru F-16?

Nie wiadomo i nie będzie wiadomo, do póki wojsko USA nie zdecyduje się o tym poinformować. Wiadomo tyle, że samolot podlegał Air Force Materiel Command, które zajmuje się między innymi rozwojem, testowaniem i pozyskiwaniem dla USAF nowych maszyn.

Sam podpułkownik Schultz był wysoko wykwalifikowanym specjalistą. Posiadał między innymi doktorat z aeronautyki i przeszedł szkolenie na astronautę NASA. Miał duże doświadczenie w pracach nad silnikami lotniczymi. Wiele lat pracował w firmie Pratt&Whitney, jednym z czołowych producentów silników lotniczych na świecie. Jako szeregowy pilot wojskowy latał głównie na myśliwcach F-15.

Imponująca wiedza i doświadczenie podpułkownika Schultza czyniły z niego idealnego kandydata na pilota eksperymentalnego i testowego. To ryzykowna praca i wypadków nie da się uniknąć nawet pomimo faktu, że każdy lot tego rodzaju jest skrupulatnie przygotowywany i nadzorowany.

Polecane: