Od kilku dziesięcioleci ekolodzy wielokrotnie alarmowali o ogromnych ilościach śmieci dryfujących po powierzchniach oceanów. Najnowsze badania wykazały jednak, że te masy odpadów są znacznie mniejsze, niż wskazywały prognozy oparte na tempie światowej produkcji tworzyw sztucznych. To odkrycie zaskoczyło naukowców, którzy próbują ustalić, w jaki sposób dematerializują się całe masy tych odpadów.

Oceaniczne śmieci

Ekolodzy i naukowcy od lat zwracają uwagę na postępujące zaśmiecanie mórz i oceanów. Ludzie produkują coraz więcej tworzyw sztucznych, a ich resztki w coraz większych ilościach spływają z opadami do rzek i mórz. Następnie działające jak gigantyczne taśmociągi prądy morskie transportują te masy opadów w rejony subtropikalne, gdzie powstają ogromne dryfujące skupiska, a nawet wyspy śmieci, takie jak Wielka Pacyficzna Plama Śmieci w północnej części Oceanu Spokojnego (między Kalifornią a Hawajami).

Już w latach 70. amerykańska Narodowa Akademia Nauk (National Academy of Sciences) szacowała, że co roku do oceanów trafia 45 tys. ton plastikowych odpadów. Od tamtego czasu światowa produkcja tworzyw sztucznych wzrosła pięciokrotnie.

 

Zamiast milionów najwyżej 35 tys. ton

Próbując ustalić wielkość i zakres problemu oceanicznych śmieci, ekolog z Uniwersytetu w Kadyksie Andres Cozar i jego koledzy w 2010 roku opłynęli glob, mierząc ich nagromadzenie i zbierając próbki. Przeanalizowali też dane zgromadzone w trakcie innych podobnych wypraw.

Wnioski z tych wypraw ich zdziwiły. Wykazały, że mimo ogromnego wzrostu światowej produkcji tworzyw sztucznych, od lat 70. po oceanach dryfuje obecnie od 7 do 35 tys. ton plastiku. Tymczasem według pobieżnych wyliczeń na podstawie tempa produkcji i utylizacji tworzyw sztucznych, na świecie są ich już miliony.

 

Zmieniają się w mikroplastiki?

Ponieważ każdy plastikowy fragment może się rozpaść na wiele mniejszych cząstek, badacze oczekiwali, że po prostu natrafią na większe ilości plastikowej drobnicy. Okazało się jednak, że również małych elementów o wymiarach nie przekraczających 0,5 cm znaleźli znacznie mniej, niż wynikałoby z przewidywań.

Odkrycie jest na tyle świeże, że na razie nie wiadomo na pewno, co się kryje za tymi tajemniczymi zniknięciami. Badacze mają jednak wstępne hipotezy. Według jednej z nich śmieci prawdopodobnie rozpadają się na coraz mniejsze fragmenty i zmieniają się w małe, niewykrywalne cząsteczki. Inna możliwość jest taka, że po prostu toną coraz głębiej w wodach oceanu. 

Możliwa modyfikacja ekosystemu

Na razie trudno też ocenić, jakie mogą być ewentualne skutki każdej z tych ewentualności. Z jednej strony mniej śmieci na powierzchni wód to mniej szans na kontakt morskich organizmów z tworzywami sztucznymi. – Zanieczyszczenie wód powierzchniowych może łatwiej wpływać na oceaniczne życia w oceanie, ponieważ ta warstwa powierzchniowa jest środowiskiem dla większości organizmów – wyjaśnił Cozar.

Jednak z drugiej strony małe, planktonożerne ryby (np. świetlikowate) mogą zjadać te rozdrobnione śmieci, nazwane przez naukowców mikroplastikami. W ten sposób po pierwsze przyczynią się do jeszcze większego rozdrobnienia odpadów, a po drugie – wchłoną toksyny z tworzyw sztucznych, przez co mogą stanowić zagrożenie dla zdrowia większych ryb i zwierząt, dla których stanowią pożywienie.

– Głęboki ocean jest wielką niewiadomą. Niestety, nagromadzenie plastiku w tych głębinach będzie powodować modyfikację tego tajemniczego, największego na świecie ekosystemu, zanim zdołamy go poznać – ostrzega Cozar.

Polecane: