Już od dziś przez kilka najbliższych nocy można będzie obserwować Drakonidy. To niezwykle widowiskowy rój meteorów, który jest pozostałością po komecie 21P/Giacobini-Zinner.

Drakonidy kilkakrotnie dawały już wyraźne deszcze meteorów. Jeden z nich zarejestrowano w 1998 roku. Wtedy ich aktywność sięgała kilkuset meteorów na godzinę. Naukowcy tłumaczą, że wszystkie okresy wyjątkowo dużej aktywności pojawiały się w latach, w których 21P/Giacobini-Zinner znajdowała się blisko Słońca. 

Kolejny powrót komety wystąpił w lutym 2012 roku, przez co w roku 2011 oczekiwano wzmożonej aktywności roju. Drakonidy nie zawiodły i popisały się 300 meteorami na godzinę. Rok później tak wysoka aktywność nie była przewidywana, ale rój sprawił miłą niespodziankę.

Ponad 50-letni pył

– 8 października 2012 roku o godz. 18 naszego czasu Ziemia przeszła przez smugę pyłu wyrzuconą z komety 21P/Giacobini-Zinner w roku 1959 i spowodowało to aktywność sięgającą aż 1000 meteorów na godzinę, która została zarejestrowana głównie na falach radiowych przez system Canadian Meteor Orbit Radar (CMOR). Obserwatorzy wizualni nie donosili jednak o aż tak dużych liczbach godzinnych, co może oznaczać, że wybuch radiowy został spowodowany przez bardzo małe cząstki – wyjaśnił dr hab. Arkadiusz Olech z Centrum Astronomicznego PAN w Warszawie.

Jak dodał, teraz też nie spodziewamy się żadnych fajerwerków, ale jak pokazał zeszły rok, o niczym to nie świadczy. – A na Drakonidy zerknąć w tym roku warto, choćby ze względu na bardzo korzystny układ faz Księżyca z nowiem występującym 5 października – przekonywał astronom.

Wyjątkowa noc z wtorku na środę

Maksimum aktywności roju jest spodziewane w nocy z 8 na 9 października. Nie ma jednak zgodności co do dokładnej godziny. – Jeśli mielibyśmy do czynienia z sytuacją analogiczną do roku 2011, maksimum powinno się pojawić 8 października o godzinie 10.30 naszego czasu. Standardowy moment maksymalnej aktywności to godzina 19.30, natomiast moment odpowiadający małemu wybuchowi z roku 1999 wypada 9 października o 4.10. Widać więc wyraźnie, że czujność trzeba zachować przez całą noc – wyjaśnia dr Olech.

Dla obserwatorów w Polsce ważne jest to, że radiant roju (czyli miejsce, z którego zdają się wylatywać meteory) znajduje się w gwiazdozbiorze Smoka, tuż obok jego głowy i w naszym kraju nigdy nie chowa się pod horyzont. Najlepsze warunki występują jednak wieczorem, bo wtedy radiant znajduje się praktycznie w zenicie, co stwarza idealne warunki do obserwacji.

Źródło: PAP, tvnmeteo

Polecane: