Kataklizmy, które wydarzają się na innych planetach nie pozostawiają szans dla życia.

Komety są bardzo rzadkim zjawiskiem na Ziemi. Z reguły rozpadają się na cząsteczki nie dolatując do atmosfery. Jeżeli jednak dolatują, skutki są straszne. Jak na przykład katastrofa Tungusska, która wydarzyła się 30 czerwca 1908 roku niedaleko rzeki Podkamienna Tunguska w kraju Krasnojarskim.

Mimo że eksplozja meteorytu albo komety (nikt do dziś nie wie na pewno, czym był ten obiekt) odbyła się jeszcze w powietrzu, jej skutki były okropne. Moc eksplozji wynosiła 10-50 MT, jest to 1000 razy więcej, niż bomba atomowa, zrzucona na Hirosimę w Japonii. Eksplozję na Tungusce było słychać za 800 km od epicentrum, fala uderzeniowa powaliła 2100 km² lasu. Odnotowano falę sejsmiczną 5 stopni.

Ale takie zderzenia planet i komet wydarzają się nie tylko na Ziemi. W lipcu roku 1994 kometa Shoemaker-Levy 9 zderzyła się z Jowiszem. Mieszkańcy naszej planety mieli możliwość po raz pierwszy obserwować zderzenie dwóch ciał kosmicznych. Spowodowało to liczne dyskusje w środkach przekazu masowego. Była to pierwsza kometa, która wkroczyła w orbitę planety.

Gdyby coś podobnego wydarzyło się na Ziemi, życie na niej zmieniłoby się radykalnie. Rozmiar ciał kosmicznych, które zderzały się z Jowiszem równał się rozmiarowi naszej planety. Ich temperatura była cztery razy wyższa niż temperatura słońca. Możemy się domyślać, że zderzenie czegoś takiego z Ziemią byłoby znacznie straszniejsze, niż pokazuje film 2012.