– Na tę chwilę mogę tylko powiedzieć, że kierujący hondą mężczyzna z nieustalonych jeszcze przyczyn wjechał na drewnianą część molo, a następnie zawrócił i potrącił kilka osób – mówi nam sierż. Karina Kamińska, rzecznik policji w Sopocie. – Okoliczności zdarzenia nie są jeszcze znane, na miejscu działa policja, straż i pogotowie.

Honda na molo w Sopocie 3

Rozpędzony kierowca wjechał w grupę ludzi /Tomasz Kolowski /RMF FM



Są relacje świadków z Sopotu. Twierdzą, że rozpędzona honda najpierw przejechała całym Monciakiem, a potem wjechała na drewniane molo, aż do samego końca! Po drodze rozjeżdżała spacerujących i siedzących przy stolikach ludzi. Jak nam się udało ustalić co najmniej 11 osób jest rannych, w tym jedna bardzo ciężko.

Z nieoficjalnych informacji wynika też, że jedna osoba nie żyje. Ale policja i straż nie potwierdzają tego.

Jak twierdzą świadkowie, kierowca przejechał hondą cały Monciak, potem molo, a następnie zawrócił. Kiedy wracał w kierunku Monciaka, z coraz większą prędkością, rozbił się na drzewie.

Honda na molo w Sopocie

Relacja świadka

– Siedzieliśmy przy stoliku przy SPATiFie na Monciaku. W dół deptaka, choć w ogóle nie można tam jeździć, honda jechała jeszcze dość powoli. Rozpierducha zaczęła się dopiero, kiedy wracała od strony molo. Podobno potrąciła po drodze kilku ludzi. Kiedy się do nas zbliżała samochód goniło ze 40 osób, ludzie chcieli chyba zlinczować kierowcę. W końcu honda rozbiła się na drzewie. Ludzie powybijali w niej szyby, niektórzy podnosili samochód, bo wydawało się, że ktoś pod nim leży. Leżących na ziemi rannych ludzie otaczali takimi kółeczkami, żeby nic im się bardziej nie stało – relacjonuje na gorąco świadek dramatycznych scen w Sopocie.

Kierowca hondy jest w rękach policji. Jak ustaliliśmy – strzałów jednak nie było, podobny dźwięk wydobywał się w momencie, kiedy rozpędzona honda taranowała kolejne stoliki.

Świadek: – Próbował uciec w kierunku Soho. Ale go tam złapali. Na szczęście dla niego chwilę później pojawiła się policja, bo tłum chyba by go zlinczował.

Honda na molo w Sopocie 2

Kolejny świadek

– Nie było się za czym schować. On z całą premedytacją uderzał w ludzi, tak jak się kosi trawę. Tak po prostu uderzał w ludzi. To był zaplanowane, on chciał to zrobić – mówi jeden ze świadków, który był na molo. – Stanął przed bramkami na molo, zaczął trąbić, a potem ruszył z impetem, staranował je i pojechał na molo. Po chwili tylko usłyszeliśmy: „Ludzie on wraca!!!”.

Kolejni świadkowie

„Tuż przed tym, jak uderzył w drzewo, dosłownie skosił człowieka sprzedającego kwiaty. Został ciężko ranny”.

„Kierowcę wyciągnęli ochroniarze jednego z klubów. Policji nigdzie nie było, mimo że te człowiek jechał Monciakiem w dół kilkanaście minut wcześniej”.

Paulina: – Siedzieliśmy na molo i oglądaliśmy film na ekranie. Nagle z dużą prędkością samochód przebił się przez metalowe barierki przed molo i wcisnął pedał gazu i pojechał dalej! Było nas kilkaset, przejechał dwa metry od nas. Gdyby nie pojechał prosto, tylko wjechał w nas oglądających film, ofiar byłoby więcej. Ludzie w panice zaczęli uciekać, kiedy pojechał w głąb molo, jeszcze gorzej było, kiedy znowu z dużą prędkością zaczął jechać z powrotem!

„Stałam na wysokości ul. Haffnera i ten samochód przejeżdżał koło mnie z góry Monte Cassino, bardzo szybko, środkiem ulicy, z włączonym klaksonem. Ludzie uskakiwali na boki. W tym czasie po Monte Cassino chodziło bardzo dużo ludzi, też rodziny z dziećmi. Po jakimś czasie usłyszałam huk zbijanego szkła i zobaczyłam dym pod Rossmannem. Kiedy tam podeszłam widziałam ludzi leżących na ziemi. Wokół samochodu zebrał się tłum. Ludzie mówili, że na wysokosci Rossmanna samochód próbował zawrócić i uderzył w ludzi siedzących w ogródku. Nie słyszałam krzyków, tylko odgłosy bójki i zbijanego szkła. Karetki i policja pojawiły się bardzo szybko”.

Sylwia: „Byłam na końcu molo z rodziną – 8 dorosłych i 8 dzieci. Wracaliśmy z kolacji w restauracji na molo. Szliśmy spokojnie ponieważ małe zieci spały w wózkach. Nagle ten wariat wjechał wprost na nas i w ostatniej chwili zdążyliśmy się rozbiec, ale potrącił jednego człowieka obok nas. Staliśmy przy barierkach placząc i modląc się, żeby w nas nie trafił, bo rozpędzony zawrócił, a my nie mieliśmy żadnej drogi ucieczki, tylko skok z mola. Na szczęście w nas nie uderzył, tylko pojechał dalej. Jak zawracał na molo, to grupa mężczyzn postawiła ogromną ławkę w poprzek, ale to nie wystarczyło na zatorowanie drogi. Życzę temu sprawcy śmierci, bo moja rodzina i dzieci nie zapomną tego do końca życia. Płaczu i przerażenia nie było końca”.

„Oglądaliśmy film w jednym ze środkowych rzędów, gdy nagle było słychać huk podobny do wybuchu. Ludzie z przodu zaczęli krzyczeć, że jedzie samochód, który staranował barierki i zaczęli uciekać do tylu. Zanim zdarzyliśmy wspiąć się na brzegi mola, samochód był już na końcu mola, po czym zawrócił i z bardzo duża prędkością (ok. 100km/h na oko) zaczął pędzić z powrotem pomiędzy uciekającymi ludźmi. Potem zniknął z pola widzenia. Tak wiec pędził przez całe molo w dwie strony podczas gdy ludzie uciekali w popłochu sprzed maski. Następnie wszyscy zaczęli się ewakuować z molo”. 


Źródło: trojmiasto.gazeta.pl

Polecane: