Upał w Polsce trwa w najlepsze. W świetle poniedziałkowych materiałów prognostycznych trwać ma jeszcze co najmniej do 20 sierpnia. Dla urlopowiczów to informacja wspaniała. Dla rolników, leśników i ludzi schorowanych to z kolei nie najlepsze wieści.

Upał

Takie natężenie upału jak obecnie oraz długość jego trwania zdarzają się w naszym klimacie raz na kilkanaście bądź kilkadziesiąt lat, zależnie od regionu kraju. Ostatnio ekstremalną temperaturę powietrza, blisko 40 stopni, odnotowano Słubicach w 1994 roku, czyli 21 lat temu.

 

Prognoza się nie sprawdziła

Tegoroczny upał jest pod pewnymi względami fascynujący. Wprawdzie wiele modeli meteorologicznych wyliczało wysoką temperaturę dla pierwszej połowy miesiąca, ale zaskoczeniem jest, że w naszym kapryśnym klimacie następujących po sobie na zmianę zatok chłodu i klinów ciepła, gorąc trwa tak długo. Numeryczne prognozy miesięczne NOAA (amerykańska Narodowa Administracja Oceanu i Atmosfery), cieszące się dobrą sławą i znaczną sprawdzalnością, szacowały, że po gorącym lipcu sierpień w Polsce będzie łagodniejszy, chłodniejszy. Wiele wskazuje na to, że temperatura średnia miesięczna dla sierpnia 2015 w Polsce będzie jednak dużo wyższa od normy wieloletniej.

 

Czy to wina El Nino?

W środowisku klimatologów krąży opinia, że może to mieć związek ze zjawiskiem El Nino, czyli ponadprzeciętnie wysoką temperaturą powierzchni wody okołorównikowego Pacyfiku. Przypuszcza się bowiem, że “Dzieciątko” (z hiszpańskiego) przynosi Europie gorące lato, ale przynosi również powodzie. Tymczasem porządnej ulewy na większych obszarze od dawna brak. Ostatni raz większe opady wystąpiły między 25 a 28 lipca. Lokalnie spadło wprawdzie do 40 mm, ale sytuacji hydrologicznej to nie poprawiło. Przed nami również okres pogody suchej z punktowymi burzami, które prawdopodobnie przyniosą więcej huku, gradu i silnego wiatru niż deszczu.

 

Niedobór wody

Niski stan wody w rzekach nie jest zaskoczeniem dla hydrologów, bo sierpień to zwykle okres spadku poziomu wody w rzekach (tzw. niżówek) i czas słabszych niż w lipcu opadów deszczu. Jednak dla sektorów gospodarki bezpośrednio zależnych od pogody, jak rolnictwo, warzywnictwo czy sadownictwo, trwający już długo okres niedoboru opadów jest niekorzystny i obniżający plony o co najmniej 20%.

 

Lokalne rekordy

Pomimo utrudnień w życiu i gospodarce Polski sytuacja z meteorologicznego punktu widzenia jest bardzo ciekawa. Nad Europą dominują obszary rozmytego pola barycznego z często utrzymującymi się nad Skandynawią wyżami, blokującymi niże atlantyckie, zwykle deszczowe i chłodne. W weekend 7-8-9 sierpnia absolutny rekord temperatury w Polsce (40,2 st.) nie został pobity, a przynajmniej żadna profesjonalna stacja meteorologiczna, funkcjonująca w standardach międzynarodowych, nie zanotowała temperatury rzędu 40 st.

Możliwe jednak, że zostanie pobity rekord w ilości upalnych dni, czyli z temperaturą maksymalną rzędu lub powyżej 30 st. Są w kraju takie regiony, jak Dolny Śląsk, gdzie odnotowano do tej pory już 21 dni z upałem.

W minionych dniach pobite zostały jednak rekordy lokalne temperatury, przede wszystkim na Dolnym Śląsku. Tak było m.in. we Wrocławiu, Zgorzelcu, Legnicy, na Śnieżce w Karkonoszach.

 

We Wrocławiu padł podwójny rekord!

Stacja synoptyczna IMGW na terenach podmiejskich Wrocławia, na lotnisku Strachowice, odnotowała 8 sierpnia temperaturę powietrza 37,9 st., tym samym bijąc rekord z 1994 roku o 0,5 st. Natomiast obserwatorium meteorologiczne Zakładu Klimatologii i Ochrony Atmosfery Uniwersytetu Wrocławskiego odnotowało najwyższą temperaturę we Wrocławiu od 1791 roku, czyli od początku systematycznie prowadzonych pomiarów. Poprzedni rekord 37,9 st. dla Wrocławia padł pod koniec lipca 1994 roku, w czasie silnej fali upałów. W ubiegła sobotę, 8 sierpnia, pomiaru rekordowo wysokiej temperatury dokonano na “Kosibówce“, czyli w ogródku meteorologicznym Zakładu Klimatologii w dzielnicy Biskupin, na zielonej wyspie Wrocławia, w terenie wolnym od gęstej i wysokiej zabudowy. W klatce meteorologicznej, na termometrze umieszczonym 2 metry nad ziemią, o godzinie 15.47 słupek rtęci wskazał 38,9 st.

Jeśli przy zielonej ulicy imienia Aleksandra Kosiby (geografa i klimatologa ze Lwowa, a później Wrocławia) odnotowano prawie 39 st., jak gorąco musiało być na wrocławskim Rynku i pośród starych, wąskich uliczek? Było przynajmniej ze 40 st.! Wygląda na to, że sierpień 2015 roku będzie najbardziej upalny miesiącem w historii pomiarów we Wrocławiu.

Polecane: