Wyjątkowe na skalę europejską ruchy skorupy ziemskiej i mikrowstrząsy sejsmiczne odnotowano w Kielcach i okolicy. Zaintrygowały one naukowców z Polskiej Akademii Nauk i chcą się im dokładniej przyjrzeć.

Choć ostatnie trzęsienie ziemi na obszarze Polski, w którym zginęli ludzie, miało miejsce w XV wieku, nie oznacza to, że ziemia u nas już się nie trzęsie. Wyjątkowo częste w ostatnim czasie mikrowstrząsy sejsmiczne w okolicach Kielc zainteresowały naukowców z Polskiej Akademii Nauk.

– Tego typu zjawiska mają bardzo duże znaczenie dla budowy wielkich obiektów przemysłowych jak elektrownie, dla poszukiwania gazu łupkowego, przedsięwzięć budowlanych. Mikrowstrząsy nieodczuwalne dla ludzi mają jednak wpływ na takie budowle, a ich zabezpieczenie może być kosztowne. Dlatego chcemy odpowiedzieć na pytanie, czy jest zagrożenie dla takich inwestycji, czy go nie ma. Lokalizacja nowych budynków musi się opierać również na wiedzy o sejsmiczności danego terenu – tłumaczy profesor Aleksander Guterch, kierownik Zakładu Sejsmicznych Badań Litosfery PAN w Warszawie.

Urzędnicy, korzystając z okazji, postanowili stworzyć mapę sejsmiczną Kielc i okolic. Badaniami kieruje profesor Guterch. W czterech rejonach miasta – na Karczówce oraz w dzielnicach najbliższych kamieniołomom Trzuskawica, Miedzianka i Wiśniówka – zostały zainstalowane nowoczesne przenośne stacje sejsmiczne. Za pomocą sieci GSM przekazują one dane do centrali w Warszawie i naukowcy w każdej sekundzie mogą oglądać, jak trzęsie się ziemia w Kielcach, i sporządzać raporty. – Te stacje sejsmiczne zrobione zostały specjalnie na zamówienie Urzędu Miasta w Kielcach. Spełniają najwyższe standardy światowe – mówi prof. Guterch.

Ale oprócz praktycznego wymiaru badania sejsmiczności Kielc mają też poszerzyć wiedzę naukowców w tej dziedzinie. – W regionie świętokrzyskim w przeszłości zdarzały się nawet znaczące wydarzenia sejsmiczne, po wojnie była cała seria wstrząsów tektonicznych. Region świętokrzyski zajmuje szczególne miejsce w geodynamice litosfery w skali europejskiej. Jest to obszar, na którym stykają się trzy systemy tektoniczne Europy. Nie jest stabilny, charakteryzował się nieoczekiwanymi wydarzeniami sejsmicznymi w przeszłości, dlatego tak nas interesuje. Oczywiście nie czekamy na trzęsienie, ale rejestracja mikrowstrząsów nieodczuwalnych dla ludzi ma ogromne znaczenie naukowe – tłumaczy prof. Guterch.

Duże nadzieje z wynikami badań wiąże Robert Urbański, dyrektor Wydziału Ochrony Środowiska UM w Kielcach. – Chcemy przede wszystkim znaleźć odpowiedź, czy i w jakiej skali za mikrowstrząsy odpowiada natura, a w jakiej działalność ludzka. Jeśli to drugie, możemy próbować ograniczać ich szkodliwość – mówi Urbański.

Kieleckie badania są częścią monitorowania sejsmiczności całego kraju, którą PAN prowadzi od niedawna dzięki pieniądzom z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Oprócz czterech kieleckich w całej Polsce rozstawiono jeszcze 20 podobnych stacji sejsmicznych. Pierwszy raport o Kielcach powinien być gotowy pod koniec 2012 roku.

Czy badania pomogą wykryć ewentualne zagrożenie trzęsienieniem ziemi podobnym do tego z XV wieku, które zabiło 30 osób i zniszczyło kościoły i inne budynki od Krakowa po Wrocław? – W 2004 roku w rejonie Kaliningradu, obszarze uznawanym dotąd za absolutnie stabilny tektonicznie, gdzie nic nie powinno się wydarzyć, miał miejsce potężny wstrząs, odczuwalny w całym basenie Morza Bałtyckiego i północnej Polsce. Nie ma rzeczy absolutnie stabilnych i trzeba nad tym czuwać – odpowiada prof. Guterch.

 

Źródło: m.kielce.gazeta.pl

Polecane: