Zgodnie z oficjalnymi danymi, 7 sierpnia br. krótko po 23 czasu AEST liczebność populacji Australii po raz pierwszy sięgnie 25 mln. Nie wiadomo, czy dwudziestopięciomilionowy Australijczyk będzie noworodkiem, imigrantem czy kimś powracającym z emigracji.

Dla obywateli antypodów najbardziej kontrowersyjną kwestią wydaje się imigracja: czy nie zachodzi zbyt szybko i czy nadal będzie przynosić korzyści. W związku z eksurbanizacją (rozlewaniem się) Sydney i Melbourne rząd chce poszukać alternatywnych miejsc do życia. Istnieją inne regiony Australii, które aż proszą się o więcej ludzi – twierdzi minister Alan Tudge.

Populacja Australii skupia się wokół jej wybrzeży. Same Sydney i Melbourne gromadzą ok. 2/5 ludzi. Większość obywateli (67%) mieszka w stolicach stanów i terytoriów. Wg Australijskiego Biura Statystycznego, wyjątkami są Hobart, gdzie osiedliło się „tylko” 44% Tasmańczyków i Brisbane, gdzie mieszka 49% obywateli Queensland.

Od 1901 r. populacja Australii powiększyła się ponad 6-krotnie (wtedy liczyła 3,8 mln). Do 1918 r. wzrosła do 5 mln, do 1959 r. podwoiła się do 10 mln, by w październiku 2004 r. sięgnąć 20 mln. W styczniu 2016 r. „pękła” granica 24 mln.

Urząd Statystyczny wylicza, że nowy obywatel rodzi się co 1 min 42 s. Co 3 min 16 s ktoś umiera. Co 1 min 51 s z kraju ktoś emigruje. Nowi ludzie przybywają tu częściej, bo co 1 min 1 s. Ogólny wzrost populacyjny to 1 osoba co 1 min 23 s.

W ostatnim stuleciu największa liczba imigrantów przybyła z Indii, Chin, Wielkiej Brytanii, Filipin i RPA.