Gdy do ich domów zaczął zbliżać się ogień, wielu mieszkańców miejscowości położonych przy portugalskiej drodze krajowej numer 236 rzuciło się ucieczki. Do samochodów wsiadały całe rodziny, które myślały, że w ten sposób znajdą się w bezpiecznym miejscu. Okazało się jednak, że ogień czaił się i tam, a oni wjechali prosto w pułapkę. Do tej pory w spalonych autach znaleziono ciała 30 osób. Siedemnastu osobom udało wydostać się z pojazdów, ale zginęły w trakcie ucieczki.

W sobotę po południu w dystrykcie Leiria w środkowej części Portugalii wybuchł pożar. Łącznie płonęło ponad 150 obszarów leśnych. Według poniedziałkowego bilansu zginęły 62 osoby. W niedzielę rząd ogłosił trzydniową żałobę narodową.

Najwięcej osób zginęło w sobotę na łączącej miejscowości Figueiro dos Vinhos z Castanheira de Pera trasie szybkiego ruchu nr 236 oraz na prowadzących do niej mniejszych leśnych drogach.

Mieszkańcy tej okolicy, którzy najpierw patrzyli, jak do ich domów zbliża się ogień, wsiedli do samochodów i rzucili się do ucieczki. Okazało się jednak, że wjechali prosto w pułapkę. W spalonych pojazdach znaleziono ciała 30 osób. Siedemnaście kolejnych zginęło po wydostaniu się z samochodów, w trakcie ucieczki.

Mieszkańcy okolicznych miejscowości rzucili się do ucieczki drogą krajową 236

Ucieczka przez piekło

Trwa ustalanie tożsamości ofiar. Jedną z pierwszych zidentyfikowanych osób jest 4-letni Guillermo, pochodzący z znajdującego się niedaleko drogi 236 Pedrogao Grande. W samochodzie był z wujkiem. Znaleziono także ciało 4-letniej Bianki, która uciekała razem z babcią i mamą. Matce ledwo udało się przeżyć, została przewieziona do szpitala.

– Wszystkie samochody zapaliły się nagle, nasz też. Mąż i ja powierzyliśmy się Bogu. Jakimś sposobem udało się nam otworzyć drzwi i uciec, biegnąc przez powalone pinie – opowiadała telewizji RTP kobieta, której udało się uciec z samochodu.

55-letni pracownik banku Luis Antes relacjonował, że w sobotę odwiedzał brata w miejscowości Vila-Facaia. Tam zobaczyli posuwający się błyskawicznie ogień. Obaj rzucili się do ucieczki, każdy swoim samochodem. – W ciągu zaledwie dziesięciu minut cała okolica została pochłonięta przez ogień – opowiadał. – Usiłowaliśmy przedostać się w jedną stronę, potem w drugą, ale płomienie były wszędzie – mówił.

– W końcu zostawiłem samochód, wsiadłem do auta mojego brata i zdecydowaliśmy się zaryzykować:  przejechać przez ciemności dymu i płomieni – wyjaśnia. Braciom udało się pokonać „jeden, dwa kilometry” przez ogień i dzięki temu cudem przeżyć.

Na drodze znaleziono spalone samochody

„Straciliśmy wszystko”

Luisilda Malheiro i jej mąż Eduardo Abreu przeżyli pożar, ale nie wiedzą nic o losie swoich sąsiadów. Wiedzieli, jak uciekają z ich miasteczka, Pobrais.

Abreu opisywał, że siła ognia była „nie do pojęcia”. – Nasz dom wciąż tam jest, ale straciliśmy wszystko. Także nasze zwierzęta. Udało się nam uratować dwie kozy, ale mieliśmy także kurczaki, króliki, kaczki. Wciąż mam w pamięci krzyki – opowiadał.

– Dom mojej babci został zrównany z ziemią, cóż za tragedia – mówił Antonio Pires z miejscowości Vila- Facaia. – Czterech moich krewnych i sąsiadów zginęło w nocy. Zginęły dziesiątki psów, kóz, krów, królików i innych zwierząt – mówił.

– Znałam wiele ofiar. Przyjaciel stracił matkę i czteroletnią córkę, bo nie udało jej się wydostać przez tylną część samochodu – relacjonowała Isabel Ferreira z miejscowości Nodeirinho.

Według oceny policji główną przyczyną kataklizmu było uderzenie pioruna w drzewo w lesie usytuowanym w pobliżu miejscowości Pedrogao Grande. Do zdarzenia miało dojść w sobotę w godzinach popołudniowych. Szybkie rozprzestrzenianie się ognia nastąpiło w efekcie silnych podmuchów wiatru.

Te wyjaśnienia to jednak za mało, by uspokoić mieszkańców najbardziej dotkniętej pożarem okolicy. Wielu skarżyło się w rozmowach z mediami, że minęły godziny, zanim na miejsce dotarli strażacy. – Nie mieliśmy ani wody, ani prądu. Zostaliśmy pozostawieni sami sobie – mówił Antonio Pires z Vila-Ficaia.

Kataklizm w dystrykcie Leiria to najtragiczniejszy pożar, jaki w ostatnich wiekach dotknął Portugalię. Dotychczas najwięcej ofiar spowodował ogień zaprószony w lasach okalających podlizbońską Sintrę, gdzie we wrześniu 1966 r. śmierć poniosło 25 żołnierzy walczących z żywiołem.

 

Polecane: