Prawdopodobieństwo, że planetoida Bennu zderzy się z naszą planetą w 2135 roku wynosi zaledwie 1 : 2700. Mierząca 500 metrów średnicy asteroida spędza jednak sen z powiek naukowcom w NASA, którzy opracowują różne strategie zmiany jej kursu.

Asteroida jest większa niż Empire State Building (fot. NASA)

Wbrew temu, co piszą niektóre tabloidy, nawet jeśli Bennu rzeczywiście zderzy się w przyszłości z Ziemią, to nie spowoduje końca życia na Ziemi. Asteroida jest zbyt mała, by wpłynąć na los całej planety, ale może wyrządzić na tyle poważne szkody, że warto już teraz opracować rozwiązanie, które mogłoby ochronić nas przed katastrofą. Według wyliczeń Bennu przy zderzeniu uwolniłaby 1200 megaton energii, a zatem 80 tysięcy razy więcej niż bomba zrzucona na Hiroszimę.By dowiedzieć się jak najwięcej na temat asteroidy już w 2016 roku wysłano w jej kierunku sondę, która dotrze do niej w 2020 roku, pobierze próbki i wróci na Ziemię.

W obliczu tak wielkiego zagrożenia (nawet jeśli mało prawdopodobnego) naukowcy z NASA i innych agencji kosmicznych rozważają różne scenariusze zapobiegające katastrofie. Jedna z pierwszych koncepcji przypominała tę z filmu „Armageddon”, czyli użycia głowic jądrowych do zniszczenia Bennu. Problem w tym, że przy takiej operacji istnieje zbyt duże ryzyko opadnięcia na Ziemię radioaktywnych fragmentów skał. Kolejny, bardzo interesujący projekt do HAMMER (Hypervelocity Asteroid Mission Mitigation for Emergency Response Vehicle), czyli 9-metrowy statek kosmiczny, który miałby zadziałać niczym taran i zderzyć się z asteroidą, nie niszcząc jej, lecz zmieniając trajektorię jej lotu. Niektórzy specjaliści nie wierzą jednak w ten projekt, uważając, że taki statek nie byłby w stanie spełnić swojej roli.

Teraz pojawiła się jednak inna koncepcja. Michale Moreu dowodzący misją OSIRIS-REx (sondy zmierzającej na Bennu) twierdzi, że wystarczyłoby pomalowanie połowy powierzchni asteroidy na inny kolor, by zmienić jej właściwości termiczne (asteroida pochłaniałaby wtedy więcej promieniowania) i w ten sposób wpłynąć na tor jej lotu. Wymagałoby to „jedynie” wysłania statku kosmicznego w jej kierunku i pokrycia w jakiś sposób planetoidy odpowiednim rodzajem farby. Trudno jednak powiedzieć, czy w praktyce to rozwiązanie byłoby skuteczne. Najprawdopodobniej bez otrzymanych próbek naukowcy nie będą w stanie dokładnie zaplanować planu awaryjnego – na szczęście do potencjalnej katastrofy zostało wciąż jeszcze bardzo dużo czasu.

 

 

 

 

 

Źródło: chip