Kolumbijski samolot transportowy rozbił się chwilę po nieudanym starcie z niewielkiego lotniska Puerto Carreno. Z nieznanych przyczyn maszyna nie wzbiła się normalnie w powietrze, ale wyjechała z pasa i przebiła ogrodzenia. Piloci próbowali jeszcze się ratować, ale bezskutecznie.

Do wypadku doszło we wtorek wieczorem czasu lokalnego. Z sześciu osób obecnych na pokładzie transportowego Boeinga 727 cztery zginęły na miejscu, a jedna trafiła do szpitala. Szósta przeżyła.

Próbowali polecieć

Przyczyny wypadku nie są jeszcze znane. Z jakiegoś powodu samolot nie miał dość mocy, aby oderwać się od pasa przed jego końcem. Tocząc się po ziemi z dużą prędkością przebił ogrodzenie, przejechał w poprzek drogi wiodącej wokół lotniska i wyjechał na położone dalej nieużytki, przecinając zarośla i niszcząc małe drzewa.

Po kolejnych kilkuset metrach samolot z trudem wzbił się w powietrze. Na amatorskich nagraniach widać, że wzniósł się na kilkaset metrów i próbował zawrócić, ale szybko stracił wysokość i się rozbił.

W takiej sytuacji najbardziej prawdopodobne są dwa wytłumaczenia. Samolot mógł zostać źle załadowany i był przeciążony. W gorącym klimacie Puerto Carreno (około 33 st. C we wtorek) do wzniesienia się w powietrze potrzeba więcej niż standardowo mocy i mogło jej w tej sytuacji zabraknąć.

Alternatywnie, mogło po prostu dojść do awarii napędu w momencie, w którym piloci nie mieli już szans na zatrzymanie się przed końcem pasa i mogli tylko próbować wznieść się w powietrze.

Polecane: