Piloci podchodzącego do lądowania w San Francisco kanadyjskiego samolotu do ostatnich sekund byli pewni, że lecą dobrze. Dopiero kiedy tuż przed sobą dostrzegli światła innych maszyn i usłyszeli ostrzeżenia ich pilotów, poderwali maszynę do góry. Jak potwierdzili śledczy, zabrakło 30 metrów do katastrofy, w której mogły zginąć setki ludzi.

„Poważny incydent” podczas lądowania w San Francisco

Do incydentu doszło 7 lipca późnym wieczorem na lotnisku międzynarodowym w San Francisco. Nikomu nic się nie stało, jednak amerykańska Federalna Administracja Awiacji (FAA) zakwalifikowała wydarzenie jako „poważny incydent” i wszczęła śledztwo.

W ostatnich dniach pojawiły się dodatkowo wstępne raporty amerykańskiego i kanadyjskiego Narodowego Biura Bezpieczeństwa Transportu (NTSB), które potwierdziły wcześniej nieoficjalne doniesienia mediów.

 

Zabrakło bardzo niewiele

Samolot linii Air Canada lecący z Toronto miał wylądować po godzinie 23. na jednym z głównych pasów startowych oznaczonym symbolem 28R. Załoga normalnie schodziła do lądowania, zwalniając i obniżając lot. Ponieważ pogoda była dobra, piloci lecieli kierując się wzrokiem i patrząc na światła oznaczające pas startowy.

Wieża kontroli lotów do ostatniego momentu nie zorientowała się, że coś jest nie tak. Pierwsi byli kanadyjscy piloci, którzy będąc około kilometra od początku pasa startowego spostrzegli, że tam, gdzie chcą posadzić swoją maszynę, błyskają światła innych samolotów. Wymiana komunikatów między nimi, wieżą a samolotami na ziemi została nagrana przez radioamatorów.

– Wieża, tu AC-759 (numer lotu – red.), chciałbym tylko potwierdzić naszą zgodę na lądowanie, bo widzimy jakieś światła na pasie – powiedzieli kanadyjscy piloci sekundy przed lądowaniem. Wieża odparła, zresztą zgodnie z prawdą, że na pasie startowym nikogo nie ma.

Chwilę później odezwał się jednak jeden z pilotów samolotów stojących na ziemi, który nie zgłosił się i nie przedstawił w standardowy sposób, tylko podniesionym głosem powiedział: „Gdzie ten facet leci?! On jest na drodze kołowania”. Wieża zareagowała natychmiast i rzuciła: „AC-758. Odejdź na drugi krąg”.

W tym czasie kanadyjski samolot jednak już się wzbijał i znajdował się nad stojącymi na ziemi samolotami. Kanadyjscy piloci musieli szybciej zorientować się w sytuacji i gwałtownie pociągnęli za stery. Nic nie powiedzieli najpewniej z tego powodu, że podstawową zasadą w lotnictwie jest najpierw zająć się samolotem a dopiero później komunikacją.

Później już bez żadnych nadzwyczajnych wydarzeń okrążyli lotnisko i po raz drugi podeszli do lądowania trafiając w pas startowy.

 

Poderwali w ostatniej chwili

Jak wynika ze wstępnych informacji śledczych, Airbus A320 linii Air Canada przeleciał tylko sto stóp, czyli około 30 metrów, nad dwoma pierwszymi samolotami stojącymi w kolejce na drodze kołowania. Nad trzecim był już 200 stóp (60 metrów) a czwartym 300 stóp (90 metrów).

Na pokładzie lądującego airbusa było łącznie 180 osób. Nie podano, ile przebywało w maszynach stojących na ziemi. Były to jednak dwa Boeing B787 Dreamliner, jeden B737 i jeden Airbus A340. W zależności od wersji, w tych pierwszych może usiąść nawet 250-330 osób, w drugim od 100 do niemal 200 a w A340 około 300. Nawet licząc ostrożnie i zakładając, że nie były pełne, może to być blisko 1000 osób.

Wszystkie cztery samoloty były gotowe do startu, a więc zatankowane i z włączonymi silnikami.

 

„Poważny incydent” i śledztwo

Media w Kanadzie i USA piszą o potencjalnie „największej katastrofie lotniczej w historii”. Są ku temu podstawy, bowiem dotychczasowa najgorsza tragedia z udziałem samolotów cywilnych miała miejsce w podobnych okolicznościach. Też doszło do niej właściwie na ziemi, a nie w powietrzu.

27 marca 1977 roku dwa B747 Jumbo Jet zderzyły się na lotnisku na Teneryfie. Zginęły 583 osoby. Do katastrofy doszło we mgle. W wyniku serii pomyłek jeden samolot rozpędzał się i startował, podczas gdy drugi jechał pasem z naprzeciwka. W wyniku zderzeniu obie maszyny stanęły w ogniu.

Linia Air Canada i lotnisko San Francisco odmawiają komentarza w tej sprawie. Wiadomo, że wszczęto śledztwa, zarówno w USA jak i w Kanadzie. Wydano wstępne raporty zawierające opis zdarzenia, ale bez wyciągania wniosków czy wskazywania winnych.

Nie wiadomo, w jaki sposób piloci pomylili pas startowy z drogą kołowania. Kiedy wszystko działa jak należy, te są wyraźnie odmiennie oświetlone. Podobne incydenty jednak się zdarzają. W 2006 roku samolot ze 154 osobami na pokładzie wylądował na drodze kołowania lotniska Newark. Stało się to niedługo po zmroku. W efekcie zmieniono niektóre przepisy i organizację lotniska.

Polecane: