Silne trzęsienie, które nawiedziło Alaskę, miało wpływ na poziom wody w studniach na Florydzie. Nie byłoby w tym nic zaskakującego, gdyby nie odległość. Te dwa miejsca dzieli bowiem odległość ponad sześciu tysięcy kilometrów.

We wtorek 23 stycznia potężny wstrząs przeszył Alaskę. Kilka minut później czujniki w pobliżu miejscowości Fort Lauderdale i Madison w stanie Floryda zarejestrowały niewielką zmianę w poziomie wody w studniach.

Powodem – jak poinformowała Służba Geologiczna Stanów Zjednoczonych (USGS) – było właśnie trzęsienie ziemi w oddalonej o oddalonej o tysiące kilometrów Alasce.

Poruszenie w studniach

Poziom wody w studni w pobliżu Madison w ciągu kilku minut wzrósł z 14 metrów do 14,5 metra. Z kolei w położonym nieopodal Forcie Lauderdale poziom wody spadł z 1,4 metra do 1,1 metra. Pytanie tylko, jak trzęsienie ziemi mogło wpłynąć na oddalone o ponad sześć tysięcy kilometrów studnie?

Winowajcą są wibracje, które towarzyszą trzęsieniu ziemi. Fale sejsmiczne są w stanie, niczym w układzie naczyń wzajemnie połączonych, zaburzyć na chwilę poziom wód głębinowych.

„Poziom wody w studniach reaguje na zmiany sejsmiczne, które powodują rozszerzanie i kurczenie się warstwy wodonośnej studziennej przez odwiert, co z kolei powoduje skokowe lub oscylacyjne zmiany ciśnienia płynu” – poinformowało USGS.

 

Związek na odległość

Zmiany te można zarejestrować nawet setki lub tysiące kilometrów od epicentrum trzęsienia ziemi.
Jak poinformowało USGS, po trzęsieniu ziemi w pobliżu Alaski w 1964 roku poziom wody zmienił się w 716 studniach w całych Stanach Zjednoczonych. Wspomniany wstrząs miał magnitudę 8,5.

Niestety, czasem zmiany mogą być naprawde ekstremalne. W 1998 roku wstrząs w Pensylwanii doprowadził do wyschnięcia ponad 120 studni, i to na okres trzech miesięcy.

 

 

 

 

Źródło: weather.com, USGS, tvn24