Największe od 100 lat śnieżyce nawiedziły Koreę Południową. W ciągu kilkudziesięciu godzin spadło tam ponad metr śniegu. Setki ludzi ugrzęzły w zasypanych samochodach, drugie tyle zostało odciętych od świata w domach.

 

Śnieżną bombą nazywają południowokoreańskie media to, co zdarzyło się w miniony weekend (13.02). Zazwyczaj o tej porze roku na wschodnich wybrzeżach kraju padają ulewne deszcze i wówczas jedynym zagrożeniem są lokalne podtopienia.

Jednak tym razem temperatura była niższa niż zazwyczaj i zamiast deszcz zaczął sypać gęsty śnieg. Po upływie 2 dni śnieg zasypał dosłownie wszystko.

W najbardziej zaśnieżonych miejscowościach spadło do 110 centymetrów białego puchu. W samym mieście Gangneung pokrywa wyniosła 78 cm i była największą od czasu pierwszego pomiaru w 1911 roku.

Mieszkańcy nigdy nie spotkali się ze śnieżnym kataklizmem, więc nie ma się co dziwić, że władze nie mogły sobie poradzić z opanowaniem sytuacji. Pracownicy służb publicznych zostali w trybie pilnym wysłani na pomoc odciętej od świata przez śnieg ludności. W pomoc włączyło się także wojsko.

Trzeba było nie tylko dostarczyć żywność i wodę osobom uwięzionym w domach, lecz również oswobodzić kierowców z gigantycznych zasp. Tymczasem opady śniegu nie ustają. Tylko wczoraj spadło kolejne pół metra białego puchu. Doszło do zawalenia się wielu budynków. Straty materialne szacowane są na przeszło 4 miliony dolarów.

Południowi Koreańczycy odkryli także drugie oblicze śnieżnego paraliżu. Zwykle szare o tej porze roku krajobrazy zmieniły się nie do poznania. Internet dosłownie zasypała fala zdjęć i filmów wykonanych w okowach prawdziwej zimy, które zamieszczamy poniżej.

Tegoroczna zima na Półwyspie Koreańskim jest jedną z najzimniejszych i najbardziej śnieżną od wielu lat. Z powodu wyjątkowych chłodów po raz pierwszy od lat zamarzła rzeka Han przepływająca przez centralną część Seulu, stolicy Korei Południowej.

Jednak najwięcej problemów z mrozami ma uboga ludność komunistycznej Korei Północnej. Tam fale 20-30 stopniowych mrozów, największych od 26 lat, przypłaciły życiem setki osób, zwłaszcza w górskich wioskach, gdzie nie można było liczyć nie tylko na żywność, ale także na prąd i ogrzewanie.