Przez niezdecydowanie rosyjskiego ministerstwa obrony stary radziecki statek Lepse, wyładowany tonami odpadów radioaktywnych, nie może się doczekać utylizacji. Wywołuje to poważną irytację Norwegów, którzy w znacznej części finansują operację „uprzątnięcia” Lepse, uznawanego za jedną z najgorszych „bomb ekologicznych” na Dalekiej Północy.

Lepse holowany do stoczni. Miał to być jego koniec, ale okazało się to być tylko etapem

Statek wyładowany odpadami radioaktywnymi pochodzącymi z reaktorów radzieckich lodołamaczy atomowych przez lata cumował w porcie w Murmańsku. W wysoce radioaktywnych ładowniach statku ma się znajdować kilkaset ogniw z reaktorów i około 50 metrów sześciennych płynnych odpadów promieniotwórczych.

W wyniku lat niedostatecznego finansowania i braków w nadzorze część pojemników z niebezpiecznymi substancjami miała zostać uszkodzona. W związku z tym uprzątnięcie Lepse ma być bardzo trudnym zadaniem, bo nie da się tak po prostu wyjąć radioaktywnych odpadów. Trzeba rozmontować część statku i całe jego skażone fragmenty wyciąć. Można to zrobić tylko w doku.

 

Jeden wrak blokuje drugi

Ze względu na złożoność procesu rozładowania i zdemontowania Lepse Rosjanie od upadku ZSRR nie poradzili sobie z tym samodzielnie. Zawsze brakowało na to funduszy. Sytuacja zmieniła się dzięki aktywności norweskich organizacji pozarządowych, przy których pomocy udało się zdobyć finansowanie, między innymi od rządu Norwegii oraz Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju.

Jesienią 2012 roku wydawało się, że kwestia uprzątnięcia pływającej bomby ekologicznej zostanie zakończona. Lepse przygotowano do pierwszego rejsu od ponad dwóch dekad i przeholowano z Murmańska do bazy i stoczni Floty Północnej w zatoce Kola. Tam statek miał zostać wprowadzony do doku i stopniowo rozmontowany. Jego najbardziej skażone fragmenty miały zostać zakopane w specjalnym składowisku odpadów radioaktywnych, gdzie umieszczane są wszystkie stare reaktory radzieckich okrętów podwodnych.

Cały plan rozsypał się jednak przez inny „atomowy” zabytek ZSRR. W jedynym doku, który może przyjąć Lepse, ciągle stoi „Leninski Komsomoł”, pierwszy radziecki atomowy okręt podwodny. Od wycofania go ze służby w 1991 roku rosyjskie Ministerstwo Obrony nie może się zdecydować, co z nim zrobić. Są silne naciski, aby przerobić okręt na muzeum, ale to kosztowna opcja. Z drugiej strony wojskowi nie potrafią zdecydować o wysłaniu legendy na „żyletki”.

W związku z patem odnośnie „Leninskiego Komsomoła” projekt złomowania Lepse również ugrzązł i nie ma perspektyw na jego szybkie rozwiązanie. Pływająca „atomowa bomba ekologiczna” została po prostu przeholowana w inne miejsce. W związku z tym pojawiła się obawa, czy aby darczyńcy nie wycofają swojego finansowania. Wtedy Lepse musiałby utrzymać się na wodzie przez kolejną, nieokreśloną ilość lat.

 

Źródło: bellona.org, tvn24.pl

Polecane: