Sam Ballard, młody rugbysta z Syndey, zmarł osiem lat po zjedzeniu ślimaka zainfekowanego nicieniem Angiostrongylus cantonensis. Koledzy rzucili mu wyzwanie na imprezie.

Nieproszony gość w postaci mięczaka pojawił się w trakcie jednej z imprez w 2010 roku, na której Sam bawił się ze znajomymi. Ci wyzwali mężczyznę, aby połknął zwierzę. Jego matka, Katie Ballard stwierdziła, że syn zawsze był lekkoduchem, dlatego chętnie przyjął wyzwanie kolegów.

 

Zainfekowany ślimak

Sam Ballard nie wiedział, że na ślimaku pasożytuje nicień Angiostrongylus cantonensis, zwany też „szczurzym robakiem”. Larwy wytwarzane przez dorosłych osobników nicienia wędrują z płuc szczura do jego przewodu pokarmowego, gdzie następnie są wydalane z kałem. Po dostaniu się do ciała ślimaka, larwy stają się inwazyjne.

Kilka dni po imprezie, kiedy Sam zaczął odczuwać silny ból w nogach, zapytał matkę czy przyczyną złego samopoczucia może być zjedzenie ślimaka. Katie Ballard przyznała, że zlekceważyła problem, jednak lekarze szybko potwierdzili obawy mężczyzny. Matka wyznała, że był tym przerażony. – Jedyne, co mogłam zrobić, to uspokajać go. O ile mi wiadomo, nie zrobił nic złego. To była po prostu głupia rzecz – dodała.

Tak wygląda nicień Angiostrongylus cantonensis (domena publiczna)

Matczyne nadzieje

W 2011 roku jego matka wciąż wierzyła, że Sam powróci do normalnego życia. Jednak mężczyzna przez lata cierpiał na napady padaczkowe, był zmuszany do jedzenia, musiał oddychać przez rurkę i wymagał stałej opieki. Był też sparaliżowany i przez ponad rok przebywał w śpiączce.

Zmarł w zeszłym tygodniu, osiem lat po zjedzeniu zainfekowanego ślimaka.

Człowiek może zarazić się Angiostrongylus cantonensis po spożyciu surowych ślimaków, krewetek, krabów i niektórych ryb morskich oraz jarzyn zanieczyszczonych przez śluz ślimaka. Larwy trafiają do mózgu, gdzie zwykle giną. Mimo to liczne zmiany zachodzące w tkance mózgowej mogą spowodować poważne choroby neurologiczne, a nawet śmierć.

 

 

 

 

 

Źródło: sciencealert.com, cdc.gov, tvnmeteo