W szwajcarskich Alpach rozbił się w sobotę, 4 sierpnia niewielki samolot pasażerski. Policja poinformowała, że nikt z pasażerów nie przeżył. Katastrofa wydarzyła się zaledwie kilka godzin po tym, jak niedaleko rozbił się prywatny samolot, w którym zginęła czteroosobowa rodzina.

Policja w szwajcarskim kantonie Gryzonia poinformowała w niedzielę, że w katastrofie zabytkowego samolotu Junkers Ju-52 zginęło w sobotę po południu 20 osób, czyli wszystkie znajdujące się na pokładzie maszyny.

Do wypadku doszło po zachodniej stronie góry Piz Segnaz w kantonie Graubuenden.

Maszyna z lat 30.

Mające siedzibę w miejscowości Duebendorf w kantonie Zurych linie JU-AIR oferują loty krajoznawcze, czarterowe i przygodowe. Do dyspozycji mają trzy samoloty Ju-52, wyprodukowane w fabryce Junkersa.

Trzysilnikowy Ju-52, który rozbił się w sobotę, został zbudowany pod koniec lat 30. jako samolot wojskowy i po wycofaniu ze służby trafił do JU-AIR.

Dochodzenie w sprawie katastrofy utrudnia fakt, że zabytkowa jednostka nie była wyposażona w rejestrator parametrów lotu. – Można potwierdzić, że samolot rozbił się o ziemię w pozycji niemal pionowej przy wysokiej prędkości – przekazał Daniel Knecht ze specjalnego organu do spraw wyjaśniania przyczyn wypadków (SUST).

Szef JU-Air Kurt Waldmeier poinformował, że samolot przeszedł ostatni przegląd techniczny pod koniec lipca, oraz że nie stwierdzono wówczas żadnych nieprawidłowości.

Dwie katastrofy jednego dnia

Kilka godzin wcześniej w górach w środkowej Szwajcarii z niewyjaśnionych przyczyn rozbił się inny niewielki samolot pasażerski. Zginęła czteroosobowa rodzina, w tym dwoje dzieci.

Jak podawał dziennik „Blick”, do wypadku doszło około godz. 10 w pobliżu miejscowości Hergiswil niedaleko masywu Pilatus w Alpach Zachodnich, przy styku granic kantonów Lucerna, Obwalden i Nidwalden.

Przyczyny obu wypadków będzie wyjaśniała miejscowa i krajowa prokuratura we współpracy ze specjalnym organem ds. wyjaśniania przyczyn wypadków (SUST) i regionalną policją.

 

 

Źródło: PAP, tvn24