Niemal każdego dnia mieszkańcy Tajlandii, a dokładnie prowincji Nakhon Si, są narażeni na niebezpieczeństwo wywołane zapadliskami. Nikt nie wie, dlaczego nastąpiła tak ogromna destabilizacja warstw geologicznych właśnie w tej prowincji, ale wszystko wskazuje na to, że winę za taką sytuację tym razem ponosi człowiek. A może jednak nie?

Zapadliska wyglądają bardzo nietypowo i zachodzą w miejscach, gdzie zwykle nie powinni. Geolodzy nie zbadali dokładnie terenu, ale jest przypuszczenie, że przyczyną tak ogromnej destabilizacji ziemi jest kanał ściekowy biegnący 300 metrów pod ziemią. Mimo to prawdopodobieństwo, że to akurat kanał ściekowy może wywołać takie zapadliska i to na przestrzeni dziesiątek kilometrów, wydaje się mało prawdopodobne.

Kolejnym argumentem, który słyszy się w mediach, są intensywne opady deszczu, które nawiedziły region kilka miesięcy temu i – tutaj cytujemy – „Doprowadziły do zmiany chemicznej oraz fizycznej skał znajdujących się pod ziemią”.

Pikanterii dodaje fakt, że nie tylko w prowincji Nakhon Si dochodzi do takich przypadków. Ostatnio „dziury w ziemi” zaobserwowano w prowincjach takich jak: Pattani, Trat, Yala oraz Chiang Mai.

Mieszkańcy boją się

– I nic dziwnego. W końcu takie zapadlisko jest zjawiskiem nagłym i potrafi pochłonąć w ciągu zaledwie kilku sekund kilkadziesiąt domów, czy samochodów na tej samej ulicy. Największe „dziury w ziemi” mają średnicę 150 metrów, a głębokość dochodzącą do 200-300 metrów.

W ostatnim czasie coraz więcej jest takich przypadków, poniżej Floryda sprzed kilku dni.

Źródło: realnoeblyndelo.ucoz.com, m.thairath.co.th, liveinternet.ru, krolowa-superstar.blog.pl

Polecane: