Fala największych w historii upałów, która nawiedziła południową część USA, teraz przemieszcza się na zachód, gdzie dotąd było nadzwyczaj chłodno. Termometry pokazują ponad 40 stopni w cieniu.


Wyjątkowy układ niżów i wyżów sprawia, że południe Stanów Zjednoczonych w ostatnich tygodniach odczuwa niespotykane wcześniej fale tropikalnych upałów.

W Teksasie termometry po raz pierwszy w ponad 100-letniej historii pomiarów pokazały 46,7 stopnia. Taki żar panował w miejscowości Turkey.

Łącznie rekordy temperatury padły w 10 miejscowościach w stanie Teksas. Między innymi w Amarillo zanotowano 43,9 stopnia.

Fala upałów rozlała się także na sąsiednią Oklahomę. Tam rekord wszech czasów padł w uniwersyteckim mieście Goodwell. Temperatura sięgnęła po raz pierwszy 44 stopni.

Dla porównania średnia wieloletnia temperatura maksymalna dla lipca jest o 10-15 stopni niższa.

Obecnie niezwykle gorące powietrze zaczęło się przemieszczać nad stany zachodnie, gdzie ostatnie tygodnie zapisywały się jako nadzwyczaj chłodne i mokre. Mieszkańcy Kalifornii, Arizony czy Utah zastanawiali się już czy w tym roku będzie w ogóle lato.

Okazuje się, że aura wcale o nich nie zapomniała. W Arizonie temperatura zbliża się do pułapu 50 stopni. Najgoręcej jest w Phoenix, gdzie wczoraj zanotowano w głębokim cieniu aż 48 stopni. Do rekordu wszech czasów zabrakło tylko 2 stopni.

Upał sprawił, że mieszkańcy zaczęli uruchamiać wszelkie dostępne pod ręką klimatyzatory, co poskutkowało obciążeniem sieci energetycznej. Ponad 4 tysiące gospodarstw domowych w godzinach największego żaru straciło prąd.

Upał źle znoszony jest nie tylko przez mieszkańców, lecz również przez więźniów w miejscowych zakładach karnych. Do jednego z nich zamówionych zostało kilka tysięcy worków z lodem, aby więźniowie mogli się nimi chłodzić.

Tymczasem zbliżające się nad Phoenix chmury letniego monsunu, zamiast przynosić deszcz, zsyłają porywisty wiatr. Na południowych przedmieściach wichura połamała dziesiątki drzewa i pozrywała linie energetyczne.

Coraz gorącej robi się też w Kalifornii, gdzie wczoraj w najcieplejszych miejscowościach odnotowano 47 stopni w cieniu. Upały zbiegają się w czasie z obchodzonym jutro Dniem Niepodległości.

Meteorolodzy ostrzegają, że podczas świętowania na ulicach Los Angeles może być w cieniu 35 stopni, a na przedmieściach nawet do 40 stopni. W najgorętszych regionach stanu termometry mogą pokazywać blisko 50 stopni.

Z prognoz długoterminowych wynika, że wyjątkowe upały utrzymają się przynajmniej przez 2 tygodnie. W pozostałych regionach Stanów Zjednoczonych również będzie cieplej niż zazwyczaj w lipcu. W Nowym Jorku czy Chicago codziennie popołudniami będzie w okolicach 30 stopni.

Źródło: meteoprog.pl

Polecane: