W budynku na Madagaskarze przetrzymywano ponad 10 tysięcy żółwi należących do gatunku, który jest zagrożony wyginięciem. Najprawdopodobniej miały być przedmiotem nielegalnego handlu.

W drugim tygodniu kwietnia w prywatnej posiadłości w miejscowości Toliara na Madagaskarze lokalna policja odkryła ponad 10 tysięcy żółwi. Należą one do krytycznie zagrożonego gatunku żółwia promienistego.

Wiele z nich zmarło

Policjanci, którzy znaleźli się na miejscu, zastali niecodzienny widok – całe podłogi usłane były żółwiami. Niemalże każdy skrawek w każdym pomieszczeniu budynku zajęty był przez te zagrożone gady. Zwierzęta nie miały dostępu ani do jedzenia, ani do wody. Setki żółwi zmarły w wyniku chorób i odwodnienia.
Zwierzętami zajęli się specjaliści ze Stowarzyszenia Ochrony Żółwi (Turtle Survival Alliance) oraz pracownicy kilku ogrodów zoologicznych, którzy zostali wysłani na miejsce wraz ze sprzętem medycznym. Dzięki temu udzielono pomocy chorym i rannym żółwiom. Zwierzęta pozostają pod opieką ekspertów.

Śledztwo trwa

Nie wiadomo, jak długo żółwie przebywały w budynku. Policja prowadzi śledztwo. Uważa się, że żółwie zebrano w celu ich nielegalnej sprzedaży. Prawdopodobnie miały zostać wysłane do Azji, gdzie atrakcyjna żółto-promienista skorupa czyni je bardzo cennymi.
 
Szacuje się, że populacja żółwi promienistych zmniejszyła się o ponad 80 procent tylko na przestrzeni ostatnich 30 lat. W takim tempie żółwie mogą stać się gatunkiem wymarłym w czasie krótszym niż dwie dekady.